sobota, 27 lipca 2013
Rozdział 17
PASJA
CZ.17
Następnego dnia Weronika i Kuba musieli już wyjeżdżać. Kuba wracał do Anglii, bo jak się dowiedziałam ma tam narzeczoną! Oczywiście mimo mojego "świetnego" wczorajszego humory nawrzeszczałam na niego, dlaczego mówi mi o tym dopiero teraz. Weronika musiała wracać na uczelnie, ale obiecała, że jak będzie mogła to do mnie przyjedzie. Przed wyjazdem, jak dowiedziała się o Kurku i Monice, miała ochotę chyba go zabić, ale jakoś ją powstrzymałam. Nie zamierzałam się nad sobą użalać. Chciałam wybić go sobie z głowy i zapomnieć, że coś do niego czuję.
Niestety los nigdy nie jest po mojej stronie, powtarzam NIGDY. Na naszym porannym treningu pojawili się siatkarze, którzy z wielkim zainteresowaniem oglądali naszą grę. Kiedy Zibi mnie zobaczył zaraz do mnie podszedł.
- Już lepiej? - zapytał uśmiechając się do mnie. Nie pojmowałam jego zachowania.
- Tak, nie musisz się o mnie martwić - ucięłam krótko. Choć siatkarze nie słyszeli naszej rozmowy, widać było, że są wyraźnie zdziwieni, że jeszcze na siebie nie wrzeszczymy.
Zaczęłyśmy grać. Po rozgrzewce rozegrałyśmy mały mecz. Wszystkie piłki posyłałam do Lili, która była dziś w świetnej formie. Ze mną było trochę gorzej, ponieważ martwiłam się o wyniki egzaminu, które miały pojawić się dzisiaj. Byłam cały czas rozkojarzona. Nie pomagali mi również chłopaki, którzy cały czas komentowali naszą grę. Zauważyłam również, że Kinga i Michał posyłają sobie ukradkowe spojrzenia i uśmiechy.
- Ej Kinia, co to było? - zapytałam zaraz po jej kolejnym uśmiechu w stronę Michała w trakcie krótkiej przerwy w meczu.
- Co? Nic, o co ci chodzi? - powiedziała widocznie speszona.
- No przecież widzę. No powiedz...
- Agata, skup się! Nic ci nie wychodzi - usłyszałam głos trenera. Wzięłam się za ostre granie, ale zaraz po treningu podeszłam do Kingi.
- Powiesz mi o co chodzi? Czy ty i Michał...?
-No tak jakoś wyszło... - powiedział starannie oglądając swoje buty.
- Na serio?! I ty mi nic nie powiedział? - krzyknęłam na nią oburzona.
- No bo ty chodziłaś cały czas taka smutna, nie chciałam cię dobijać.
- Ale czym miałabyś mnie dobijać? - nie wiedziałam o co chodzi.
- No bo nie wiem co z tego będzie. A wy sobie nikogo nie znalazłyście...
- Czy ty oczekujesz, że Lilka zacznie spotykać się z jakimś facetem? - powiedziałam tłumiąc śmiech.
- No tak, ale wiesz ona jakoś tak ostatnio dużo czasu spędza z Grześkiem Koskiem i nie wiem czy przypadkiem.... - przerwałam jej.
- Żartujesz?! Lilka i Kosa?
- No, tak mi się wydaję. Strasznie dużo o nim gada.
- Nie słyszałam, żeby o nim gadała..
- Nie dziw się, ostatnio w ogóle z nami nie rozmawiasz, cały czas siedzisz smutna albo zła.
- Przepraszam, za dużo myślę o swoich problemach. Nie wiem czemu...
Cały czas wolny do obiadu spędziłam z dziewczynami w pokoju. Opowiadałyśmy sobie o wszystkim o czym nie wiedziałam. Lila po naszych naciskach wreszcie wydusiła, że czuje coś do Grześka i może coś z tego będzie. Kinga za to potwierdziła swój związek z Kubiakiem.
- Agata, a co z Bartkiem? - spytała niepewnie Kinga.
- No a co ma być? Nic.
- Agata, proszę cię. Myślisz, że tego nie widzę? Widzę jak patrzysz na Kurka. Agata... Ty się w nim zakochałaś! - znów to usłyszałam... Że się zakochałam. Może, ale jakie to miało znaczenie? Do moich oczu napłynęły łzy.
- Agata? Co jest?
Opowiedziałam im o wczorajszych wydarzeniach. Były w lekkim szoku.
- A to dupek! Skopię mu tyłek - Lila już zmierzała ku drzwiom.
- Nie, to moja wina. Przecież to ja powiedziałam, że chcę być tylko przyjaciółką, a on może robić sobie co chce.
- Ale mówił, że zależy mu na tobie, tak czy nie?
- Nie wiem Lila, nie ważne, nie obchodzi mnie to już. Możemy o tym nie rozmawiać?
Postanowiłyśmy się przejść. Razem z nami wybrało się kilku chłopaków, wśród nich oczywiście Kubiak i Kosok. Między tym ostatnim o Lilą rzeczywiście iskrzyło. Natomiast Kinga i Michał szli trzymając się za ręce. Zaraz do nich podbiegłam i pogratulowałam, bo nie miałam okazji jeszcze właściwie pogadać z Kubiakiem. Szli razem z nami jeszcze Igła, Żygadło, Piter, Winiar i Możdżon.
- Jak tam? - zapytał, bo szłam na końcu gromady razem z Winiarem.
- Jakoś. A co tam u ciebie Mieciu? - spytałam uśmiechnięta.
Nie odpowiedział, bo zadzwonił mu telefon. Rozmawiał chyba z żoną, pod koniec szeroko otworzył buzie i zaniemówił. Następnie zaczął wrzeszczeć z całych sił.
- BĘDĘ OJCEM, BOŻE ZNÓW BĘDĘ OJCEM!! - wrzeszczał biegając i skacząc we wszystkich kierunkach. Na początku wszyscy zaczęli się z niego śmiać, a na koniec otrzymał gromkie brawa i gratulacje. Podszedł do mnie i zakręcił w powietrzu.
- Boże Agata, nie mogę w to uwierzyć - był taki podekscytowany.
- Też się cieszę, ale mógłbyś mnie już odstawić - ledwo opanowywałam śmiech.
Cały spacer minął nam na śmiechach i wygłupach. Zapoznałam się z chłopakami. Nie obyło się również bez Igły i jego kamery. Każdy musiał coś zaśpiewać lub zatańczyć. Ogólnie mówiąc od dawna tak się nie uśmiałam. Jednak mój dobry humor popsuł się momentalnie, gdy doszliśmy do ośrodka. Zadzwonił mój telefon. Weronika, miała do mnie zadzwonić, powiadomić o wynikach moich egzaminów, ponieważ ja nie miałam możliwości ich sprawdzenia.
- Aga, słuchaj.. - zaczęła, a ja już wiedziałam co chce powiedzieć.
- Nie proszę, tylko nie to! Wera, powiedz, że to nie to co myślę! - krzyczałam do telefonu.
- Przykro mi, naprawdę. Drugi termin jest w sobotę... - nie dokończyła, ponieważ rozłączyłam się. Jedyne co mogłam teraz powiedzieć to siarczyste "Kurwa mać!" po czym wbiegłam zła do ośrodka. Jak ja miałam pisać drugi termin jak jestem tutaj, jak ja miałam skończyć te studia, skoro w ogóle nie miałam na nie czasu?
Zostawiłam moich towarzyszy przed ośrodkiem, a sama pobiegłam wyżyć się na hale. Miałam ochotę kogoś zabić.
Wbiegłam na boisko i wyżywałam się na piłce. Posyłałam mocne bomby w zagrywce na drugi koniec boiska. Byłam zła i życie niemiłe temu kto odważy się do mnie teraz zbliżyć. Znalazła się jednak taka osoba.
- Co ty tutaj robisz?! - wrzasnęłam na "dzień dobry".
- Nie można już sobie wejść na hale? O co ci chodzi?
- Nie twój interes. Odczep się - wykrzyczałam mu w twarz i opadłam zmęczona na podłogę.
- Agata, co się dzieje? Co ja ci zrobiłem, że taka jesteś?
- Nic mi nie zrobiłeś. Wracaj do Moniki i zejdź mi z oczu - prychnęłam do Bartka i chciałam wyjść, ale mi nie pozwolił.
- Moniki?
- Myślisz, że nie widziałam jak się z nią obściskiwałeś?
- Nie obściskiwałem się z nią. A zresztą co cię to obchodzi? Chciałaś być moją przyjaciółką, a teraz robisz jakieś sceny...
- Ja robię sceny? Ja nie rzucam słów na wiatr. Nie mówię komuś, że mi zależy, a tego samego dnia całuję się z inną. Jesteś żałosny! - wyrwałam się mu i wybiegłam z hali i wpadłam do pustego pokoju. Jednak dogonił mnie i wszedł tam razem ze mną.
- O co ci tak właściwie chodzi? Sama mówiłaś, że się nie znamy, że nie chcesz ze mną być. A teraz co? Jesteś zazdrosna, bo się z kimś całowałem? - nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. W sumie miał rację.
- Wyjdź stąd! - ani drgnął - Bartek wyjdź stąd!
- Nie ruszę się dopóki nie wyjaśnimy sobie kilku spraw.
- Co chcesz wiedzieć? Że jesteś dla mnie ważny? Że ostatnio nie robię nic innego tylko myślę o tobie i zastanawiam się co ty do mnie czujesz? Że boli mnie gdy widzę cię z Moniką?! - mówiłam, a w moich oczach gromadziły się łzy - Że zakochałam się w tobie! - ostatnie zdanie wykrzyczałam mu w twarz i rozpłakałam się na dobre - Wynoś się! Nie chcę cię widzieć! Wynoś się, słyszysz! - zaczęłam walić pięściami w jego tors resztkami sił, on jednak nic sobie z tego nie robił, złapał mnie mocno, przyparł do ściany i popatrzył w oczy. Ja tylko oparłam głowę i jego czoło, nie miałam już siły.
- Bartek...ja... - nie dokończyłam, ponieważ wbił się w moje usta, tak, że zabrakło mi tchu. Dopiero po chwili oderwaliśmy się od siebie by złapać oddech.
- Agata, zrozum to wreszcie! KOCHAM CIĘ! - powiedział to rozpaczliwym głosem - Kocham cię, od czasu kiedy cię pocałowałem po raz pierwszy, a ty tak zareagowałaś. Zrozumiałem, że cię kocham, nie mogłem przestać o tobie myśleć, a ty mnie odtrącałaś. Wiesz jak zabolały mnie słowa, że nie chcesz być ze mną i mamy zostać przyjaciółmi? - on mówił, a mi w głowie brzęczały tylko dwa słowa "Kocham cię".
- Kocham cię! - przerwałam jego monolog i tym razem ja go pocałowałam, bardziej namiętnie i stanowczo. Kurek błądził rękoma po moich plecach i całował moją szyję. Byłam w takim stanie, że nie wiedziałam co robię. Szybko pozbyliśmy się ubrań, a zaraz potem bielizny. Muszę przyznać, że to była najdziksza noc jaką kiedykolwiek przeżyłam.
_________________________________________________
Wróciłam! :) Ale w ogóle się nie opaliłam.. :((
czwartek, 18 lipca 2013
Rozdział 16
PASJA
CZ.16
- Agata, co ci jest? - po raz nie wiem
który Lila próbowała coś ze mnie wyciągnąć. Ja jednak nie miałam ochoty z nikim
o tym rozmawiać. Nie rozumiałam swoich uczuć, nie rozumiałam uczuć Bartka.
Czego on ode mnie oczekiwał? Jak na tak krótką znajomość liczył chyba na zbyt
wiele. No ale ja czuję coś do niego, on do mnie... Nie pojmowałam tej całej
sytuacji.
Zbliżała się pora kolacji, a ja nie
miałam ochoty nic jeść, ani tym bardziej z nikim się widzieć, ani gadać.
Zostałam jednak siłą zaciągnięta na stołówkę gdzie znajdowały się jak na złość
wszystkie możliwe osoby. Ja z oczami podkrążonymi od płaczu miałam ochotę
pozabijać ich tam, byle tylko tak się nie gapili. Ale na ochocie się skończyło,
bo nie miałam za to siły nawet ruszyć palcem.
Weszłyśmy na stołówkę i
zajęłyśmy miejsca. Grzebałam w talerzu, tworząc z jedzenia jakieś nieokreślone
wzory geometryczne. W tym momencie względną ciszę na sali zakłócił mój telefon,
który dawał o sobie znać. Weronika, świetnie, tego teraz potrzebowałam...
- Słucham - odpowiedziała ściszonym
głosem. Nie wszyscy musieli słyszeć moją rozmowę.
- To świetnie, bo jestem w Spale!
- Co?! - wrzasnęłam na całą stołówkę -
Gdzie jesteś?!
- W Spale, pod ośrodkiem. Mogłabyś po
mnie wyjść - jak poparzona poderwałam się ze stolika i pobiegłam ku wyjściu, a
za mną wzroki wszystkich zebranych.
Wybiegłam przed ośrodek z prędkością
światła.
- Co ty tutaj robisz?! - krzyknęłam
rzucając się jej na szyję.
- Przyjechałam do ciebie. Zresztą nie
jestem sama - powiedziała, po czym odsunęła się na bok. Zaraz za nią stał...nie
wierzę!
- Kuba! - wrzasnęłam i jemu również rzuciłam się
na szyję. Boże jak ja się za nim stęskniłam.
- Co ty tutaj robisz? Jak mnie znalazłeś?
- nie mogłam wyjść z szoku.
- Jak to? Cała Polska huczy o najlepszej
polskiej reprezentantce, to ja miałem nie wiedzieć - jeszcze raz mnie
przytulił. Nie wierzyłam, że on tutaj jest. Nie widziałam go 2 lata. Zaraz po
maturze wyjechał na studia do Anglii i tyle go widziałam. Był moim najlepszym
przyjacielem. Chodził na każdy mecz, w którym razem z Werą grałyśmy. Nasz
najwierniejszy kibic. Z tego co wiem to był nawet kiedyś z Weroniką, ale żadne
z nich nigdy oficjalnie nie potwierdziło tych informacji, a mi zostało
domyślanie się.
Weszliśmy do środka, a że stołówka znajduje się zaraz przy wejściu
za szklanymi drzwiami Kuba szybko wyczaił jedzenie.
- Jestem strasznie głodny - zaraz potem
przyłączyła się do niego Weronika. Nie pozostawało mi nic innego jak
zaprowadzić ich do tej nieszczęsnej stołówki. Obeszliśmy szybko grupę
siatkarzy, którzy spoglądali tak jakoś dziwnie w naszym kierunku. Podeszłam do
Lili i Kingi. Przedstawiłam ich sobie, choć Weronikę w miarę kojarzyły, ponieważ
często bywała na naszych meczach. Siedziałam jak na szpilkach czekając aż te
głodomory wreszcie się najedzą i będę mogła wyjść z tej przeklętej stołówki,
gdzie Kurek dosłownie nie spuszczał mnie z oka.
- Zjedliście już? - spytałam zniecierpliwiona, nawet nie zwrócili na mnie uwagi, tak byli pogrążeni w
rozmowie z moimi koleżankami. Weronika za to bardzo chciała autografy,
najlepiej całej reprezentacji.
- Dobra, zbiorę ci później -
powiedziałam.
- Ale ja chcę sama i teraz - zachowywała
się jak dziecko, no ale cóż, powinnam już przywyknąć.
- No to idź do nich.
- Agata no...
- No co? - wstałam od stołu i poszłam do
pokoju. Zaraz za mną wybiegła Wera.
- Co się dzieje?
- Nic.
- Agata... - weszłyśmy do pokoju.
Weronika wlepiła we mnie oczy i czekała aż się odezwę.
Opowiedziałam jej
wszystko jeszcze raz.
- Chyba cię wzięło - powiedziała z jakiś
takim znaczącym uśmiechem.
- Co? Nie, nie wiem, nie wiem co mam o
tym myśleć... - głośno westchnęłam.
- To nie myśl, tylko działaj!
- No, ale niby co mam zrobić?
- Powiedzieć mu co czujesz.
- Już to zrobiłam. Zignorował mnie i nie
chciał ze mną rozmawiać.
- Bo nie powiedziałaś tego co on chce
usłyszeć. Nie powiedziałaś prawdy. Przecież ty nie chcesz być dla niego
przyjaciółką. Ty się zakochałaś... - uśmiechnęła się.
- Zakochałam?! Ja? -Weronika pokiwała
tylko głową ciągle się tak dziwnie uśmiechając.
- Idź do niego i powiedz co czujesz.
Bez zastanowienia zerwałam się z łóżka i
wyszłam na korytarz. Sama nie wiedziałam co robię, co mam mu powiedzieć, ale
brnęłam w to dalej. Gdy już byłam pod
drzwiami jego pokoju, nagle zobaczyłam Kurka obściskującego się z Moniką.
Stanęłam jak wryta i patrzyłam. Łzy napłynęły mi do oczu. Poczułam jakiś
rozrywający ból w środku. Odwróciłam się szybko i cała zapłakana biegłam przed
siebie. Wpadłam na Bartmana. Świetnie.
- Znowu płaczesz?
- Nie interesuj się - prychnęłam
złośliwie.
- Daj już spokój! Próbuję być miły, a ty
jak zwykle...
- No dalej, powiedz to ci leży na
wątrobie, co sobie o mnie myślisz?! - wrzeszczałam na niego. A on zamiast zrobić
do samo po prostu...przytulił mnie.
- Ciii.... - uspokajał mnie.
- Od kiedy ty się tak o mnie martwisz?
- Nie lubię jak kobieta płacze.
- Miło nawet... - wymusiłam u siebie uśmiech
- Potrafię być miły - uśmiechnął się do
mnie (!)
- Dziękuję - wyswobodziłam się z jego
uścisku. Popatrzyłam mu w oczy, po czym poszłam do pokoju.
- Boże, co się stało! - zaraz na wejściu
zobaczyła mnie Weronika. Ja tylko przytuliłam się do niej i wybuchnęłam jeszcze
głośniejszym płaczem. Nie mogłam się opanować. Czemu on ją całował? Przecież
mówił, że to na mnie mu zależy. No tak... ja jestem jakaś głupia, powiedziałam
mu, że chcę być tylko przyjaciółką. Mógł robić co chce, ale zabolało mnie to
cholernie. W momencie gdy zobaczyłam go z Moniką przekonałam się, że naprawdę
się w nim zakochałam. Może to głupie, on jest wielką gwiazdą siatkówki, a ja
jakąś młodą siatkareczką, która nie wiadomo co sobie wyobrażała.
______________________________________________
Szybko jeden po drugim, ponieważ jutro wyjeżdżam i nie będzie mnie około tygodnia, więc rozdziały się nie pojawią. Miłych wakacji :)
środa, 17 lipca 2013
Rozdział 15
PASJA
CZ.15
Na poniedziałkowym treningu poznałyśmy
trenera. Młody facet, około 30-40 wydawał się sympatyczny, no ale także
wymagający. Już na pierwszym treningu dał nam taki wycisk, że wszystkie ledwo
co mogłyśmy się ruszać.
- Nie czuję nóg - narzekała Malwina,
kiedy podążałyśmy do szatni. Po drodze wpadłyśmy na siatkarzy, którzy już
wychodzili na swój trening. Mijając Zibiego, widząc jego zdziwioną minę na mój
widok, zaśmiałam się pod nosem. Boże, czy on się jeszcze nie domyślił, że jestem
siatkarką? Jak można być takim tępym? Już szykowałam się, by coś rzucić w jego
kierunku, ale usłyszałam głos trenera.
-Agata, pozwól na chwilę - powiedział.
Zdziwiło mnie to trochę, czego mógł ode mnie chcieć?
- Tak? O co chodzi?
- Na początku chciałbym cię pochwalić.
Naprawdę świetnie grałaś. Razem z Lilianną tworzycie świetny duet - uśmiechnęłam
się na słowo "Lilianna". Nikt tak do niej nie mówił. No poza mną jak
jestem na nią zła - Jesteś tutaj najmłodsza, prawda?
- No tak, niestety...
- Świetnie sobie radzisz. A no i ta
sprawa. Dowiedziałem się niedawno o twoich problemach zdrowotnych - no
oczywiście. Plotki, że Agatce zakręciło się w głowie i zemdlała dotrą wszędzie.
- Nie mam żadnych problemów zdrowotnych.
Jakiś czas temu po prostu zemdlałam, ale to z przemęczenia. Nic się nie dzieje
- uśmiechnęłam się miałam nadzieje, że temat jest skończony.
- No może jest chora, ale na głowę -
rzucił Bartman, ponieważ siatkarze nie wiedzieć czemu nie poszli na trening
tylko stali i przysłuchiwali się mojej rozmowie z trenerem.
- Nikt cię o zdanie nie pytał, sterydzie
- odrzuciłam w jego kierunku.
- Że co proszę? Jak mnie nazwałaś? -
widziałam jak powstrzymuje się, by nie wybuchnąć. Ja jednak zignorowałam go i
kontynuowałam rozmowę z zdezorientowanym trenerem. Co do naszego duetu miał rację. Już w Skrze
byłyśmy chwalone jako jeden z najlepszych par atakująca-rozgrywająca w
drużynie. Wiedziałyśmy na co nas stać. Do tego dochodziło wspaniałe przyjęcie
Kingi. Brakowało mi jednak w reprezentacji jednej osoby, Weroniki. Grałyśmy
razem tyle lat. Była najlepszym libero z jakim kiedykolwiek grałam. Ciągle
miałam do niej żal, że zostawiła siatkówkę, a ona do mnie, że nie poszłam z nią
na medycynę.
Gdy wreszcie weszłam do szatni dziewczyn
już nie było. Została tylko Monika, z którą prawie w ogóle jeszcze nie
rozmawiałam.
- Hej, gdzie byłaś? - spytała.
- A trener coś chciał - odpowiedziałam
obojętnie.
- Mam do ciebie pytanie, ale nie miej mi
tego za złe...
- No dawaj - zachęciłam ją.
- Czemu ty się tak kłócisz z Bartmanem?
Czemu wy się tak nie lubicie? - męczyło ją to jak widać od dłuższego czasu.
- Nie lubię go po prostu. On mnie zresztą
też. To nie ja to zaczęłam - powiedziałam i zaczęłam się zastanawiać czy to
prawda - A czemu pytasz?
- No bo to dziwne. Wszystkie dziewczyny
wzdychają do niego, jak i do innych siatkarzy, a ty sobie przechodzisz koło
nich obojętnie. Nie przejmujesz się nimi.
- Haha, nie jara mnie jakoś latanie za
nimi, wzdychając za każdym razem gdy ich widzę.
- A Kurek? Wiesz jakie ploty chodzą już
po Spale? - zdziwiły mnie jej słowa. Zrobiłam pytający wyraz twarzy.
- No że jesteście razem i tym podobne...
- powiedziała, a ja zaśmiałam się głośno.
- Nie, nie jesteśmy razem. Spokojnie.
Powiedz tej, bo zgaduję, że to dziewczyna, że może spać spokojnie i niech ją
głowa nie boli. Kurek jest wolny.
- Ok, dzięki - uśmiechnęła się i wyszła.
Zostałam sama, wzięłam prysznic i w samym ręczniku wróciłam do szatni. W końcu
byłam sama... No nie do końca jak się okazało chwilę potem.
- Boże! Przepraszam... - powiedział
speszony i szybko się odwrócił.
- Bartuś, spokojnie, za co ty
przepraszasz? - zaczęłam się z niego śmiać.
- No, no... - jąkał się.
- Dobra już się ubieram. A ty czemu nie
na treningu?
- No idę właśnie - mówił ciągle na mnie
nie patrząc. Zadzwonił mój telefon. Kurek wyszedł, a ja odebrałam.
- No nareszcie! Nie można się do ciebie w
ogóle dodzwonić. Macie tam jakieś zakazy na kontakt ze światem? - mówiła
zdenerwowana Weronika.
- Cześć, też się cieszę, że dzwonisz -
odpowiedziałam milutkim głosikiem.
- No tak, tak, czemu nie odbierasz?!
- Trening miałam. Poczekaj, teraz nie
mogę, zaraz zadzwonię - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Musiałam się w końcu ubrać.
Gdy wyszłam z szatni, podążyłam do pustego pokoju, ponieważ
dziewczyny gdzieś wyparowały. Włączyłam laptopa, Skype i zadzwoniłam to
Weroniki.
- Jeszcze raz się rozłączysz w środku
zdania, to obiecuję, że przyjadę tam i cię zabije! - jakże przyjemnie zaczęła
rozmowę - No dobra opowiadaj co tam u ciebie? Jak w tej Spale? - spytała.
Opowiedziałam jej o wszystkim co zaszło od mojego przyjazdu tutaj, aż do teraz,
uwzględniając relacje z Kurkiem i wydarzenie z nim związane w Bełchatowie.
- I ty mi raczysz o tym powiedzieć
dopiero teraz?! - wydarła się na mnie.
- No przepraszam, nie było kiedy
wcześniej - próbowałam się usprawiedliwić. Jednak ona mnie nie słuchała,
rozłączyła się bez pożegnania i wyłączyła się. No to mam przechlapane...Jak się
o coś obrazi to nie ma zmiłuj. Posiedziałam jeszcze chwilę przed laptopem
przeglądając jakieś bezsensowne strony.
Do
pokoju wróciły dziewczyny, a do tego w towarzystwie Kubiaka i Kurka. Kinga była
bardzo podekscytowana, ponieważ Dziku to jej idol. Wiedziała o nim wszystko,
ubóstwiała go. Lila za to była dość dziwnym stworzeniem stąpającym po tej
ziemi. Faceci mało ją interesowali (nie żeby coś), ale uważała ich za jakiś
bezmózgich, dziecinnych idiotów, a sama żyła w swoim własnym wymyślonym świecie, w którym znalazła miejsce na siatkówkę.
Wyciągnęli mnie na spacer, a po chwili
przyłączył do nas Kosa, więc w komplecie ja, Kurek, Lila, Grzesiek, Kubiak i
Kinga wyszliśmy na penetrowanie spalskich lasów. Kinga nie odstępowałam Michała
na krok, zresztą on jej również. Nawet Lila dogadywała się z Kosokiem, ciągle
się śmiali i kogoś obgadywali. Aż nie mogłam wyjść ze zdziwienia, że ona tak
chętnie gada z płcią przeciwną. Nie miała z tym problemów, poza tym była
naprawdę ładna, ale nie korzystała ze swoich walorów. Ja z Kurkiem szłam na
końcu naszej wycieczki. Panowała między nami cisza.
- Co ty taki milczący dzisiaj jesteś? -
spytałam nie mogąc wytrzymać tej ciszy - Ostatnio na naszym spacerze buzia ci
się nie zamykała, a teraz...
- Nie wspominam tego spaceru za dobrze -
powiedział z grymasem na twarzy. Domyślałam się o co mu chodzi, jednak
postanowiłam się spytać.
- Ale czemu?
- Uciekłaś mi wtedy...
- Miałam swoje powody - czemu do tego
wracał?
- No właśnie. Jakie powody? - popatrzył
mi głęboko w oczy - Agata, ja coś do ciebie czuję. Moje uczucia się nie
zmieniły. A nawet są jeszcze silniejsze, nie wiem co się ze mną dzieje. Czemu
mnie odtrącasz? - patrzył mi w oczy i po raz pierwszy od przyjazdu tutaj z
własnej woli mnie dotknął, jakby wcześniej bał się mojej reakcji. Nogi się
pode mną ugięły. Miał jakiś taki żal i smutek w oczach.
- Bartek ja... - chwycił moją twarz w
dłonie, ale nie miał zamiaru mnie pocałować. Bał się. Stał tak i patrzył mi w
oczy - Też coś do ciebie czuję, ale nie wiem co. Proszę cię zapomnijmy o tym co
było. Zostańmy przyjaciółmi - teraz jak nigdy wcześniej chciałam go pocałować.
Ale serce jedno, rozum drugie. "Zostańmy przyjaciółmi". Jaka ja
jestem głupia... On tylko momentalnie się cofnął. Rozejrzałam się dookoła.
Byliśmy sami. Najwidoczniej reszta zajęła się sobą. Popatrzyłam na sylwetkę
Kurka, która coraz bardziej się oddala.
- Bartek! Bartek! Mówię do ciebie! -
biegłam za nim , jednak mnie zignorował - Co ty sobie wyobrażasz? Czego ty
ode mnie oczekujesz? - nie odpowiedział tylko brnął przed siebie.
- Cholera! Pieprz się Kurek! Mam cię
dość! - wrzasnęłam i pobiegłam do ośrodka. Nie wiem dlaczego, ale płakałam.
Płakałam przez niego. Nie umiałam określić swoich uczuć. Nie wiedziałam co
czuję. A tak żeby było weselej, w wejściu wpadałam na ZB9.
- Jezu, znów ty?! Uważaj jak chodzisz! -
jak to on wydarł się na mnie. Nie działało to już na mnie, chyba już zaczynałam
przywykać, że każde starcie z nim zaczyna i kończy się awanturą na cały
ośrodek.
- Najwidoczniej masz takie szczęście -
prychnęłam i chciałam iść dalej, jednak mi to uniemożliwił.
- Czemu płaczesz? - stanęłam jak wryta.
Czy on się o mnie martwił?
- Od kiedy ty taki troskliwy? A poza tym
nie twój zasrany interes. Jestem tylko dla ciebie głupią dziewczyną, która nie
jest godna nawet na ciebie patrzeć. Nie myśl sobie, że jesteś najlepszy -
wyrzuciła z siebie.
- Nie mów tak. To nie prawda!
- Bo co?!
- Myślisz, że nie liczę się z niczyimi
uczuciami. Że jestem egoistyczną świnią. Nie znasz mnie, nie masz prawa mnie
oceniać!
- Ach tak? No to jakoś nie mam ochoty
poznać, zejdź mi z oczu! - wyrwałam się i pobiegłam do pokoju, z którego nie
wychodziłam cały dzień.
______________________________________________
Jak czytacie to pozostawiajcie po sobie jakiś ślad. Proszę, bardzo mi na tym zależy :)
czwartek, 11 lipca 2013
Rozdział 14
PASJA
CZ.14
- No Agata, wszędzie cię szukałyśmy! -
rzuciła Kinga w moim kierunku, kiedy tylko zjawiłam sie w pokoju.
- Przepraszam, straciłam poczucie czasu.
- No, tak tak. A gdzie byłaś? - ciekawska
Lilka jak zawsze.
- No jak wy wypełniałyście swoje zgłodniałe
brzuchy, ja poszłam trochę pozwiedzać ośrodek, ale za dużo nie zobaczyłam,
ponieważ wpadłam na Winiara i jakoś tak mi zeszło. Przy okazji wpadłam na
Andree Anastasiego... - mówiłam spokojnie, jednak widziałam jak na ich twarzach
maluje się zdziwienie. Specjalnie tak mówiłam, chciałam je sprowokować i udało
mi się.
- Że kogo?! Boże Aga, jesteśmy tu kilka
godzin, a ciebie zna już cała reprezentacja, obsługa ośrodka, trener. Zdążyłaś
rozpętać wojnę z Bartmanem, pogadać z Winiarem, całować się z Kurkiem, spotkać
Adree... - zaczęła wyliczać Lila.
- Tak, efektowne wejścia to moja
specjalność - powiedziałam z dumą w głosie i bananem na ustach - Ale to ZB9
mnie sprowokował, to Kurek mnie pocałował, to Winiar zdenerwował przez co
musiałam go gonić i wpadłam na Andree, a i jeszcze... - Kinga mi przerwała.
- Starczy, bo mam kompleksy. Ja zdążyłam
poznać tylko jakąś babcię koło 50 robiącą kanapki na stołówce - powiedziała
zawiedziona Kinga na co odpowiedziałam śmiechem.
Na kolacje zeszłyśmy równo o 18, byli już
prawie wszyscy. Siatkarze siedzieli po jednej stronie stołówki, a płeć piękna
po drugiej. Nie znałam jeszcze nikogo z żeńskiej reprezentacji, ale
postanowiłam zapoznać się po kolacji. Gdy Winiar mnie zobaczył zaraz schował
się za Jaroszem. Wiedział, że nie odpuszczę mu tak łatwo.
Przy stoliku usiadłam z kilkoma dziewczynami, których w ogóle nie znałam oraz kilkoma, które w miarę kojarzyłam. Lila i Kinga usiadły gdzieś w innej części stołówki, czekając tylko na pojawienie się trenera po kolacji. Zostawiły mnie na pastwę losu. Niezłe z nich przyjaciółki, nie ma co. Cały czas czułam na sobie spojrzenia Bartmana i Kurka. Co chwila się odwracałam posyłając im piorunujące spojrzenia informujące, że "nie życzę sobie". Działało na 5 sekund. Po czasie odpuściłam. Jednak gorsze były te przy moim stoliku. Młode dziewczyny mordowały mnie wzrokiem. Boże, co ja im zrobiłam? Te starsze spoglądały tylko czasami dziwnie, ale mniej natarczywie. Wiedziałam, że chodzi pewnie o tą sytuację w recepcji.
Przy stoliku usiadłam z kilkoma dziewczynami, których w ogóle nie znałam oraz kilkoma, które w miarę kojarzyłam. Lila i Kinga usiadły gdzieś w innej części stołówki, czekając tylko na pojawienie się trenera po kolacji. Zostawiły mnie na pastwę losu. Niezłe z nich przyjaciółki, nie ma co. Cały czas czułam na sobie spojrzenia Bartmana i Kurka. Co chwila się odwracałam posyłając im piorunujące spojrzenia informujące, że "nie życzę sobie". Działało na 5 sekund. Po czasie odpuściłam. Jednak gorsze były te przy moim stoliku. Młode dziewczyny mordowały mnie wzrokiem. Boże, co ja im zrobiłam? Te starsze spoglądały tylko czasami dziwnie, ale mniej natarczywie. Wiedziałam, że chodzi pewnie o tą sytuację w recepcji.
Zapoznałam się ze wszystkimi przy stoliku
i starałam się zapamiętać: Malwina, Kasia, Dorota, Maja, Asia, Zuza, Natalia.
Gdy zaczęłam z nimi gadać, okazało się, że są bardzo miłe. Początkowe spojrzenia
typu "Młoda, głupia przyjechała i się awanturuje i gwiazdorzy"
zmieniły się w przyjazne i życzliwe. Najlepiej dogadywałam się z tymi
doświadczonymi zawodniczkami. Chociaż te młode, niedoświadczone w reprezentacji
przestały mordować mnie wzrokiem, były nawet miłe, to jakoś czułam dystans. A
powinno byś na odwrót. Powinnam gadać z rówieśnikami i czuć respekt przed
starszymi koleżankami. Ale Agata Olszewska zawsze robi wszystko na opak, co
poradzić.
Po kolacji trener się nie zjawił,
miałyśmy spotkać się z nim dopiero na poniedziałkowym treningu.
- No więc mamy wolne. Co robimy?- spytała
jedna z dziewczyn, zgaduję, że Natalia, ale nie mam pamięci do imion.
Usłyszałyśmy ciche chrząknięcie. Wszystkie momentalnie się odwróciłyśmy, a przy
wejściu na stołówkę stał Kurek.
- Agata, możemy porozmawiać? - pyta
niepewnie.
- Jasne - uśmiechnęłam się do niego.
Postanowiłam być miła i zapomnieć o wszystkim co było - Zaraz do was przyjdę -
powiedziałam do dziewczyn.
- Spokojnie, nie śpiesz się -
odpowiedziała Lila i puściła mi oczko.
Postanowiliśmy się z Bartkiem przejść,
ponieważ było jeszcze dojść wcześnie. Miedzy nami panowała cisza. Nikt nie
wiedział jak zacząć.
- No to...Co tam u ciebie słychać, nie
widziałam cię dziś zbyt często - zaczęłam rozmowę od jakiegoś bezsensownego
tematu. Kurek był wyraźnie zniecierpliwiony.
- Tak, trening mieliśmy - odpowiedział.
- No wiem, wpadłam nawet do was na chwilę
- przypomniałam sobie sytuację z przed godziny.
- Tak...a co ty tam robiłaś? W sensie z
Michałem? - był bardzo ciekawy, jakby to pytanie go męczyło.
- A tak gadaliśmy, wpadłam na niego.
Potem trochę mnie zdenerwował i zaczął uciekać - odpowiedziałam.
- A czemu cię zdenerwował? - uśmiech
zniknął z mojej twarzy.
- Bartek, o co ci chodzi?
- Nie wiem. O co tobie chodzi? Nie
rozumiem, najpierw nie chcesz mnie znać, potem mnie unikasz, ignorujesz, teraz
przepraszasz i jesteś taka miła i wesoła. Nigdy taka nie byłaś w stosunku do
mnie.
- To źle, że jestem miła?
- Nie, ale nie wiem o co chodzi?
- O nic. Po prostu chcę, żebyśmy byli
przyjaciółmi. Chcę z tobą rozmawiać, śmiać się i żalić, nie chcę się kłócić -
moje słowa jakby na niego podziałały. Nie umiem stwierdzić czy pozytywnie czy
negatywnie. Widząc jego zakłopotaną minę, analizującą moje słowa, nie
wytrzymałam dłużej... mocno go przytuliłam. On jakby poparzony, nagle
zesztywniał, ale po chwili wahania odwzajemnił uścisk ze zdwojoną siłą. Znów
poczuła woń jego perfum, ciepło ciała, oddech na włosach, przyśpieszane serce. W
tej chwili zrozumiałam, że coś do niego czuję.Tak, czuję coś do niego! Pragnęłam jego bliskości i uśmiechu. Tak się stęskniłam za jego dotykiem. Tymi ciepłymi
ustami...Zaraz co?! Co się ze mną
dzieje?
____________________________________________________
Wyjeżdżacie gdzieś na wakacje?A może ktoś wybiera się na ME? :)
poniedziałek, 8 lipca 2013
Rozdział 13
PASJA
CZ.13
Zaraz gdy drzwi się zatrzasnęły Lilka naskoczyła na mnie.
- Co to miało być? Skąd ty znasz Bartka Kurka?! - krzyczała na mnie z wyrzutem.
- Przecież ty też go znasz, gra w Skrze - odpowiedziałam beznamiętnie.
- No ale jakoś nie zareagował na mój widok tak samo jak na twój. Stał jak wryty i się na ciebie gapił. Wyjaśnisz mi to?
- Lilka, proszę cię daj spokój. Nie chce mi się o tym gadać.
- Nie ma mowy, gadaj i to już - to naszej przecudownej konwersacji przyłączyła się Kinga.
- No co? Poznałam go w Bełchatowie i...
- I co?! - poganiała mnie.
- A może nie wcinaj mi się w zdanie, bo nic nie powiem.
- Sorry...
- No to poznałam go z Bełchatowie, bo zemdlałam na hali i chciał się dowiedzieć czy wszystko gra.
- Kiedy? I dlaczego nic nam o tym nie powiedziałaś?
- No bo nic się nie stało, gadaliśmy tylko.
- I to dlatego teraz tak zareagował na twój widok? Zresztą wczoraj na hali też się tak na ciebie gapił. Agata no...
- No bo on mnie pocałował...
- CO??!! - wrzasnęły równo. Były w niemałym szoku.
- No tak. Ja na niego nawrzeszczałam i nie chciałam z nim gadać.
- Ale dlaczego?! Jak? Kiedy?
- Jakiś tydzień temu. Jejku dziewczyny, dajcie mi już spokój! - powiedziałam i rzuciłam się na łóżko.
Na szczęście postanowiły odpuścić, ale wiedziałam, że nie na długo. Miałam choć chwilę spokoju, więc poświęciłam ją na rozpakowanie się. Dziewczyny poszły w moje ślady.
Około 16 zaczęło nam się nudzić. O 18 miała być kolacja, a po niej zapoznanie się z trenerem i innymi zawodniczkami. Bałam się tego trochę, bo przynajmniej na dziewczynach zrobiłam już jako takie wrażenie, więc mogły już wyrobić sobie na mój temat zdanie. Jednak głębi w duszy miałam nadzieje, że tego nie zrobiły. To samo siatkarze, którzy byli świadkami mojej awantury z Panem Najlepszym. Wracając jednak do tej nudy. Dziewczyny poszły już coś zjeść, bo jak to ujęła Kinga "jej żołądek zaraz zacznie sam się pożerać". Ja postanowiłam przejść się po ośrodku, który był przeogromny. Uchyliłam delikatnie drzwi, chciałam się upewnić, że nie spotkam na nim jakiejś niepożądanej osoby typu Zbigniew Bartman, czy Bartosz Kurek. Z pierwszym nie miałam ochoty na kolejne przepychanki, z drugim nie byłam gotowa zamienić słowa, bo nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. "Cześć Bartek. Też mi się podobasz i jesteś dla mnie ważny, jednak zostańmy przyjaciółmi, ponieważ mój głupi rozum tak mi każe". Tak, to jest to! Byłam pewna, że to świetny pomysł. A że ja mam takie szczęście natknęłam się na kogoś. A mianowicie na Winiara.
- O, przepraszam - powiedziałam odsuwając się na bok, robiąc mu miejsce na przejście. On tylko uśmiechnął się serdecznie.
- Nic nie szkodzi - utonęłam w jego oczach - Ty jesteś Agata, tak? - spytał, przerywając mi możliwość dalszego podziwiania jego tęczówek.
- Tak, tak. A ty jesteś... - udawałam, że się zastanawiam - Maciej...Marcin...Mmmm. O już wiem, Mietek! - wrzasnęłam zadowolona, próbując opanować swój napad śmiechu. "Mietek" się nie hamował i roześmiał się tak, że było go słychać na całym korytarzu. Aż niektórzy siatkarze wyglądali ze swoich pokoi zaciekawieni tymi odgłosami.
- Zabawna jesteś - powiedział nadal się śmiejąc.
- Ja? Ale co zabawnego było w tym co powiedziałam? No nie jesteś Mietek Pudliszki? - spytałam poważnym tonem. Tym razem Mieciu czołgał się po podłodze nie mogąc opanować śmiechu. Wiem, że robiłam z siebie idiotkę, że to mogło kogoś śmieszyć, ale żeby aż tak? Nie spodziewałam się tego.
Po chwili, jak Mieciu już się opanował na korytarzu stała już prawie cała reprezentacja łącznie z ZB9, którego postanowiłam zignorować. Na szczęście Kurka w tym zacnym gronie nie było.
- Czego wy się tak chichracie? - spytał zdezorientowany Igła.
- No ja nie wiem co go napadło. Jakiejś głupawki dostał - odpowiedziałam w miarę poważnym tonem, ale trzymając się za brzuch ze śmiechu.
- Nikt się ciebie o zdanie nie pytał - prychnął Bartman. Spiorunowałam go wzrokiem - Co ty tu jeszcze robisz?
- Hej, spokojnie. Chcecie kolejną awanturę? - wtrącił się Winiar/Mieciu.
- Masz rację. Tylko po co ona tu jest? Działa mi na nerwy - powiedział Zibi.
- Zbychu, przecież ona jest... - zaczął Winiar, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
- "Rozwrzeszczaną hotką, która nie wie co to piłka" - zacytowałam słowa Bartmana patrząc mu prosto w oczy. Nie miałam zamiaru go dłużej tolerować. Znam go on kilku godzin, a od pierwszej minuty już mnie wkurzał.
- Dobra, koniec - powiedział Igła i rozpędził towarzystwo do pokoi. Musieli się zbierać, zaraz mieli trening. Zostaliśmy z Michałem sami. Wzięłam głęboki oddech by się uspokoić, odwróciła się w jego kierunku z uśmiechem na twarzy.
- No to co tam Mieciu? Gdzie się wybierasz? - przypomniałam sobie, że na niego wpadłam. Od tylko popatrzył na mnie z dezorientacją i zdziwieniem w oczach - No co? O co chodzi? - spytałam po chwili takiego gapienia się.
- Wiem, że kobieta zmienną jest, ale... - przerwał - Ty masz jakieś dziwne huśtawki nastroju, nie jesteś przypadkiem...
- Co?! Nie, skąd ci to przyszło do głowy?
- No bo raz jesteś wściekła i wrzeszczysz, zaraz potem uśmiechnięta, radosna i miła. A poza tym, z tego co wiem i widziałem na własne oczy na hali, to zemdlałaś - machnęłam na to ręką.
- Nie jestem w ciąży. A huśtawki nastroju mam tylko jak widzą Bartmana i...
-...Kurka - dokończył za mnie. Popatrzyłam na niego uważnie - Myślisz, że nie wiem?
- Ale o czym? - nie wiedziałam o co mu teraz chodzi.
- No od czasu twojego omdlenia na hali, Kurek ciągle o tobie gadał. Miałem go już dość, więc powiedziałem, żeby podszedł i zagadał. Z tego co wiem to spotkaliście się jeszcze. W dodatku w nocy... - powiedział z dziwnym uśmiechem na twarzy. Mi nie było do śmiechu.
- Co?! Kto ci takich głupot nagadał?!
- No Bartek - powiedział zdziwiony moja reakcją - Ale spokojnie, nie powiem nikomu.
- Nie masz czego. My nie spaliśmy ze sobą! Tylko mnie pocałował, nic więcej! - Michał uśmiechnął się na te słowa - Co? Czego się szczerzysz?!
- Nie, nic. Dzięki, że mi powiedziałaś, bo z Bartka nic nie mogłem wydusić. Od waszego ostatniego spotkanie chodził struty i...
- Co ty pieprzysz?! - nie rozumiałam nic co do mnie mówił.
- Przepraszam, ale chciałem się tylko dowiedzieć. Bartek gadał o tobie, ale po waszym spotkaniu nie chciał mi nic powiedzieć. Ja cię teraz tylko sprowokowałem, żebyś powiedziała jak było. Bartek nie pisnął nawet słówkiem - mówił z tym podstępnym uśmieszkiem - A teraz już przynajmniej wiem, że cie pocałował. Dzięki! - krzyknął i już chciał zwiać, ale ze mną nie ma tak łatwo.
- Winiarski!! Nie żyjesz! - wrzasnęłam i zaczęłam go gonić. Pobiegł na hale, gdzie mieli mieć zaraz trening. Oczywiście on się i tak spóźnił, bo wszyscy już tam byli. Wbiegł na boisko uciekając przede mną.
- Boże! Chłopaki, RATUNKU! - zaczął wrzeszczeć gdy już prawie go dorwałam. Oni skwitowali to tylko gromkim śmiechem. Już prawie go dorwałam, kiedy na drodze mojego maratonu stanął...Andrea Anastasi. Wyhamowałam gwałtownie zaraz przed nim.
- Przepraszam bardzo - wydyszałam po angielsku, posłałam Winiarowi mordercze spojrzenie i chciałam zmierzyć ku wyjściu, jednak mnie zatrzymał.
- Tak. Przepraszam, ale kim pani jest? - spytał trochę zdziwiony moim widokiem Anastasi.
- Ja? Ja jestem... - nie dane mi było dokończyć, bo do dyskusji wtrącił się Bartman, który dorzucił swoją formułkę na mój temat, co Michał i Bartek skwitowali śmiechem. W sumie to tylko oni byli pewni kim tak naprawdę jestem. Bartman tak ględził i ględził, musiałam się wtrącić.
- Przepraszam pana bardzo - zwróciłam się do Andrei - Ile dostanę za uszkodzenie ze skutkiem trwałym tego tutaj zawodnika? - spytałam na co wszyscy poza Zibim wybuchnęli śmiechem. Nawet Guma się śmiał(!)
- Nie wiem, ale proszę nie próbować - powiedział już poważniej.
- Oczywiście, przepraszam jeszcze raz - odpowiedziałam - To jeszcze nie koniec Mieciu - rzuciłam w stronę Michała i pobiegłam do wyjścia z sali nie zważając na pytające spojrzenia w kierunku moim i Winiara.
___________________________________________________
Mam dość ględzenia o porażce tego opowiadania, więc skupię się na wakacjach :) Zapraszam Was również na FanPage :)
sobota, 6 lipca 2013
Rozdział 12
PASJA
CZ.12
Sobota. Rano. Wcześnie rano. Tak,
zdecydowanie za wcześnie jak dla mnie. Budzik zadzwonił o 5.30, a ja myślałam,
że zrobię mu krzywdę. Nie ma to jak wyżywać się na budziku. Jednak po chwili,
gdy już wyklęłam przeklęty przedmiot uświadomiłam sobie jaki dziś dzień.
- Boże! - wrzasnęłam i poderwałam się z
łóżka.
Momentalnie zmienia mi się humor. Cała w
skowronkach wbiegam do łazienki, biorę prysznic, słyszę włosy i robię lekki
makijaż. Spoglądam na zegarek który wskazuje 6.45. Tak, tak wszystko fajnie,
tylko w co ja się ubiorę? Moja szafa pęka w szwach, a ja jak zwykle nie mam
pojęcia co założyć. Z uwagi na to, że na dworze jest gorąco, mimo wczesnej
pory, postanowiłam założyć letnią sukienkę i baletki, a włosy
związałam w niesfornego koka. Mój brzuch domaga się jedzenia, jednak
kompletnie nie mogę w siebie nic wcisnąć. Mój żołądek wykonuje najróżniejsze
akrobacje we wszystkie strony świata. Nagle w mieszkaniu rozlega się dźwięk
mojego telefonu.
- Słucham?
- To dobrze - odpowiada mi
rozemocjonowany głos Kingi.
- O cześć. Zaraz po was przyjeżdżam,
gotowa?
- Kochanie, ja jestem spakowana już od
tygodnia.
- Haha, ok zaraz będę. Papa - rozłączam
się i po raz ostatni sprawdzam czy wszystko mam. Zamykam mieszkanie i schodzę do
samochodu. Jadę najpierw po Kingę, która zwarta i gotowa czeka na mnie przed
swoim blokiem.
- Hej - przywitała się ze mną.
- Hej, wsiadaj - uśmiecham się, po czym
ruszam. Po chwili zatrzymuje się już pod blokiem drugiej przyjaciółki.
- Idziesz ze mną czy chcesz poczekać? -
pytam Kingi, kiedy zmierzam już do mieszkania Lili.
- Idę.
Kiedy byłyśmy już pod drzwiami można było
zza nich usłyszeć dziki huk. Przerażone wpadłyśmy do mieszkania, a tam Lila
przywalona stertą ubrań leży na podłodze w dość nietypowej pozie. Obie
zaczęłyśmy się czołgać ze śmiechu.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne - odpowiedziała
oburzona. Zaraz jednak się podniosła i zaczęła biegać jak szalona po mieszkaniu
ciągle czegoś szukając.
- Kurde, Lila. Ty się teraz pakujesz?!
- Nie no, ja tylko sprawdzam czy wszystko
mam - odpowiada trzymając w jednej ręce buta, w drugiej szminkę i przerzuconą
przez ramię jakąś koszulką - Gdzie ten pieprzony but?!
- Lilka, my czekamy w samochodzie! Za 10
minut widzę cię na dole, albo idziesz z buta do Spały! - wrzasnęłam zatrzaskując
za sobą drzwi. Ta informacja podziałała na nią jak mało co. Nie zdążyłam nawet
dojść do samochodu, a ona już zdyszana znalazła się koło mnie.
- No nareszcie! - rzekła Kinga
- To był szantaż - powiedziała zdyszana
Lila, ledwo łapiąc powietrze. Obie z Kingą odpowiedziałyśmy jej gromkim
śmiechem po czym wreszcie mogłyśmy wsiąść do samochodu i ruszyć do Spały.
Podróż nie ciągnęła nam się nadto, ponieważ każda przeżywała, ale najbardziej
to chyba Kinga.
- Boże, a tam będą też siatkarze!
Rozumiecie to?! Spotkamy reprezentantów Polski. Igłę, Zibiego, Kubiaka -
zaczęła piszczeć zwłaszcza na to ostatnie nazwisko. Obie z Lilą wybuchnęłyśmy
śmiechem - No i będzie Winiar i Kurek, ale ich to już widziałam - Lila znów
parsknęła śmiechem jednak mi jakoś już nie było tak wesoło. Mianowicie
przeszkadzało mi w tym wszystkim właśnie to nazwisko. Kurek. Przecież w Spale
nie będę mogła go unikać, prędzej czy później i tak będziemy musieli się
spotkać i wyjaśnić sobie kilka spraw. Ale czemu ja właściwie przed nim uciekam?
Przecież on mnie tylko pocałował. Jednak przeszkadzało mi w tym wszystkim to,
że najpierw mnie upija, potem próbuje całować, potem przeprasza i mówi, że to
się nie powtórzy, jednak zaraz potem znów całuje, a potem na dodatek dodaje, że
nie chciał. To jest bardziej skomplikowane niż by się mogło wydawać.
Na mych rozmyśleniach i wspólnym śmiechu szybko minęła nam droga do Spały. Podjechałyśmy pod ośrodek,
zaparkowałam, wyjęłyśmy torby i właśnie w tym momencie oniemiałam. Wszystkie
trzy stałyśmy wryte w ziemie z otwartymi ustami. Ten ośrodek to...to..to cudo.
Dookoła lasy i łąki, a tu taki luksus, aż bałam się jak będzie w środku.
- Dziewczyny, czy widzicie to co ja? -
pierwsza z szoku obudziła się Lila. My tylko niemrawo pokiwałyśmy głowami i jak
w transie podążyłyśmy do ośrodka. W środku była już grupa dziewczyn, których
w ogóle nie znałam. Niektóre były ubrane na sportowo, niektóre normalnie. Nic
specjalnego. Chciałam podejść , przedstawić się i przywitać, ale one w tym
momencie były zajęte jakże ambitnym zajęciem jakim było podziwianie i
szczerzenie się do grupki siatkarzy, którzy również stali przy wejściu.
Oczywiście nie mówię o wszystkich dziewczynach, ale o tej mniej licznej grupce.
Lila i Kinga podeszły do tych "gapiów", sama nie wiem po co. Ja
postanowiłam dowiedzieć się co nieco w recepcji.
- Dzień dobry - powiedziałam do kobiety
znajdującej się za ladą.
- Dzień dobry - odpowiedziała ze
sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Nazywam się Agata Olszewska, jestem z
reprezentacji i chciałabym się dowiedzieć... - przerwała mi.
- Oczywiście, tu są klucze do pokoju -
powiedziała z tym już chyba wymuszonym uśmiechem, no ale cóż, każda praca
kiedyś nudzi. Nawet jak pracujesz obok wysokich, przystojnych sportowców -
Chciałaby pani pokój jednoosobowy, czy może kilku?
- Lila, Kinga! - zawołałam dziewczyny.
Ustaliłyśmy, że chcemy mieć pokój we trzy, więc pani zaczęła szukać klucza to
takowego pokoju. Jednak nie dokończyła swojego zajęcia, bo do ośrodka wpadł
nikt inny jak Zbigniew Bartman. Stanął koło mnie i zaczął szczerzyć się do
recepcjonistki, która jakoś jego uśmiech odwzajemniła chętniej niż kogokolwiek
innego.
- Ten co zawsze - powiedział,
przepychając mnie lekko na bok, jakbym nie istniała. Pani zaraz porzuciła
poszukiwania mojego klucza.
- Przepraszam, ale ja tu stoję, a poza
tym byłam pierwsza - powiedziałam nieco poirytowana tą sytuacją. Pani w
recepcji spiorunowała mnie wzrokiem, a Bartman posłał pogardliwy uśmieszek.
- Cześć - powiedział, nadal głupio się
śmiejąc.
- Ooo, nagle szanowny pan mnie zauważył?
- powiedział ironicznie.
- Cały czas cię widziałem maleńka - co on
powiedział?!
- Słucham?! Maleńka?
- No nie udawaj. Wiem po co tu
przyjechałaś. Jednak radziłbym ci się trzymać z boku i nie plątać pod nogami.
My tu pracujemy - wyraźnie chciał mi dać coś do zrozumienia.
- Naprawdę?! Dzięki za informacje, nie
domyśliłabym się. A tak w ogóle co ty sobie wyobrażasz? - powiedziałam już
mocno podniesionym głosem zwracając uwagę wszystkich obecnych w holu ośrodka.
W czym jak w czym, ale w tym byłam dobra. No cóż...
- Nie pozwalaj sobie. Nie będzie mi tu
jakaś hotka, która nie wiem co to jest piłka, podskakiwać - powiedział oburzony
Bartman. Jakaś hotka? Z kogo on mnie ma? - Radzę ci się uspokoić i nie wtrącać.
Tu trenują najlepsi.
- Tak?! W takim azie co ty tutaj robisz?!
- zripostowałam. Usłyszałam ciche śmiechy chłopaków i dziewczyn.
- Zejdź mi z oczu - syknął.
- Bo co?! - już niemal wrzeszczeliśmy na
siebie. W tym samy momencie do ośrodka wszedł nie to inny jak Bartosz Kurek. Ta
mniej liczna grupka dziewczyn już ledwo trzymała się na nogach. Reszta wraz z
siatkarzami przysłuchiwała się naszej ostrej wymianie zdań.
Gdy Bartek tylko mnie zobaczył stanął
wmurowany w ziemie, ja zresztą też. ZB9 widząc, że nie odpowiadam na jego
zaczepki podążył wzrokiem za mną.
- Oo, kolejny idol? - prychnął złośliwie.
Miałam ochotę mu przywalić - Bartek to jest jakaś narwana fanka. Nie uważasz,
że... - nie dokończył. Widząc minę Bartka chciałabym się teraz do niego
przytulić, wytłumaczyć, odzyskać i tak jeszcze nienarodzoną przyjaźń. W tym
momencie podeszła do mnie Lila.
- Agata, co ci jest? - wyszeptała do
mnie. Widząc, że nie odpowiadam wzięła ten cholerny klucz od recepcjonistki i
razem z Kingą zaczęły ciągnąć mnie w kierunku pokoju. Spojrzałam jeszcze raz na
Kurka. Odwróciłam się jednak szybko.
- Agata! - wykrzyknął za mną. Po czym
podbiegł i chyba chciał mnie przytulić, ale w ostatniej chwili cofnął się. Czemu się dziwić. Ostatnio nawrzeszczałam na niego za to, że mnie dotyka, to teraz mógł
bać się zrobić jakikolwiek krok. Tak bardzo chciałam go przytulić, a nawet coś
więcej...Ale w ostatniej chwili się wycofałam.
- Bartek...przepraszam - wyszeptałam
ledwo słyszalnie, tak, że tylko on to słyszał. Odwróciłam się szybko,
wpierw patrząc na zdezorientowane miny
siatkarzy, siatkarek i na niezwykle wręcz głupią minę Bartmana. Taka mieszanka
złości, wstydu, bezradności, zdezorientowania, szoku, oburzenie i nie wiem czego
jeszcze. Czy prędzej podążyłam za dziewczynami do naszego pokoju. Czekało mnie
ostre tłumaczenie się przed nimi.
_______________________________________________
_______________________________________________
Yyy.. jak tak teraz sobie czytam to opowiadania, napisane jakieś pół roku temu, to mam ochotę skoczyć z mostu.. Straszne. :/
poniedziałek, 1 lipca 2013
Rozdział 11
PASJA
CZ.11
Przez kolejny tydzień spędzony głównie na
wyczekiwaniu na upragniona sobotę, kiedy to miałyśmy jechać do Spały, unikałam
Kurka jak ognia. Bałam się konfrontacji z nim. Wiedziałam, że będzie się
tłumaczył, a ja wiedziałam, że ulegnę. No, ale halo! Przecież nic takiego się
nie stało, tylko mnie pocałował, nic więcej. Tak, tylko, że chwilę wcześniej
przed pocałunkiem dałam mu jasno do zrozumienia, że chce byśmy byli tylko
przyjaciółmi. Nie chciałam z nim być, przynajmniej nie teraz. No przecież my
ledwo co się znamy. To znaczy ja wiem o nim prawie wszystko, ponieważ w trakcie
naszego spaceru w piątek wieczorem gadał jak najęty, a poza tym wystarczy
wklepać w Wikipedię "Bartek Kurek" i już proszę cały życiorys. Ale on
o mnie nie wiedział nic. Nie pojmowałam czego on ode mnie chciał. Mógł mieć
każdą, w końcu pół Polski i nie tylko marzy o nim. A on zwraca uwagę akurat na
mnie. Na jakąś młoda siatkareczkę, która mimo wszystko wie czego chce, no może
poza miłością. W tej sprawie zawsze miałam mętlik w głowie i nigdy nie
wiedziałam czego tak naprawdę oczekuję. Tak było i tym razem. Lubiłam Kurka, ale to
nic nie znaczy. Znałam go od tygodnia.
W piątek rano, jak to zwykła byłam robić
zaraz po treningu, chciałam w jak najszybszym tempie pokonać drogę boisko-szatnia-samochód, by tylko go nie spotkać. Jednak tym razem to się nie udało, ponieważ moje plany
musiał zakłócić trener.
- Agata, Kinga, Lila pozwólcie na chwilę
- zawołał nas - Wiecie, że jutro jedziecie do Spały? Spakowane? - zdziwiły
mnie nieco słowa trenera.
- Oczywiście! Zwarte i gotowe -
odpowiedziałam za nas.
- A właśnie, Agata. Jak wyniki?
- Dobrze trenerze, mówiłam, to było tylko
przemęczenie. Wszystko wróciło do normy jak tylko napisałam ten egzamin i
zaczęłam... - przerwał mi.
- W ogóle coś jeść - powiedział z
przekąsem.
- Właśnie.
- A jak wyniki na egzaminie?
- Nie wiem, będą za tydzień. Przepraszam,
ale spieszę się. Mogę już iść? - powiedziałam nieco zniecierpliwiona.
- Oczywiście. A wy dziewczyny zostańcie
jeszcze chwilę, musimy coś uzgodnić - powiedział zwracając się do Lili i Kingi.
Ja zwróciłam się w stronę szatni.
- Agata, poczekasz na mnie. Proszę cię,
muszę dostać się do Łodzi, a mój samochód się zepsuł - poprosiła z nadzieją w
głosie Lila. I co ja miałam biedna zrobić. Zgodziłam się głupio.
- Dobra, tylko szybko - powiedziałam
kierując się do szatni, gdzie zaraz obok zbierali się już pierwsi siatkarze. Po
dziewczynach nie było śladu. Szybko chwyciłam swoje rzeczy i poszłam pod
prysznic. Tak, że prysznice były podzielone na dwie części, damską i męską, a
przejście do szatni damskiej biegło zaraz obok szatni męskiej (swoją drogą nie
wiem co za geniusz to wymyślił). Tak więc w samym ręczniku, z mokrą głowię
musiałam przedostać się do szatni. Nie zważając na wzrok wszystkich zgromadzonych
osobników płci męskiej przemknęłam koło ich szatni. Kobieta w ręczniku, wielkie
mi halo, jakby nigdy takowej nie widzieli. Jednym słowem - mężczyźni, ich nie
zrozumiesz.
W ekspresowym tempie się ubrałam i
zaczęłam poganiać Lile, która właśnie przyszła. Ona, mając dość moich prób pośpieszania ją, wygoniła mnie na zewnątrz i kazała czekać.
Wyszłam przed szatnię i zaczęłam walić w drzwi i krzyczeć, tak, że chyba
wszyscy w Energii mnie słyszeli.
- Lilianno Frączak! Jeżeli w tej chwili
nie otworzysz to jadę bez ciebie - darłam się z całych sił, waląc w drzwi. Nic
mi nie odpowiada, słyszę tylko ciche śmiechy za drzwiami.
- Kurwa! Lilka, jeżeli za 2 minuty nie
zobaczę cię w samochodzie to jadę bez ciebie i do Łodzi na piechotę pójdziesz - krzyczałam dalej.
- Dobra, sama tego chciałaś. Skoro popsuł
ci się samochód jestem ciekawa jak jutro dojedziesz do Spały, ale to nie mój
problem - po raz ostatni krzyknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia z szatni
gdzie zaczęli wyglądać ciekawscy siatkarze. Nie chcę nic mówić, ale zebrała się
tam cała drużyna, stali i śmiali się ze mnie.
- A wy co się szczerzycie jak głupi do
sera? - mina im zrzedła, a zaraz koło mnie pojawiła się Lilka. Wyglądała tak
jakby wszystkie czynności jakie miała wykonać, wykonała w 2 sekundy jakie
minęły od mojej ostatniej prośby.
- Tą Spałą mnie przekonałaś - powiedziała
nieco zdyszana. Siatkarze znów ryknęli gromkim śmiechem. Wszyscy oprócz
jednego. On stał wmurowany w ziemie i wpatrywał się we mnie jak w obrazek
błagalnym wzrokiem. Cały tydzień uciekania na marne? Nie wyglądał na zdolnego
do jakiegokolwiek ruchu, jakby był zszokowany moim widokiem, więc przeszłam obok nawet na niego nie patrząc i wyszłam z Hali.
_______________________________________________
Wakacje!!!! Macie jakiś plany? :)
Wakacje!!!! Macie jakiś plany? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)