piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 24


PASJA


CZ.24



Obudziłam się z uśmiechem na ustach. Kurek już nie spał, tylko leżał i się na mnie gapił.
- Czemu tak mi się przyglądasz?
- Piękna jesteś - powiedział rozmarzonym głosem - I do tego cała moja - wyszeptał mi do ucha. Przeszedł mnie dreszcz spowodowany jego dotykiem, zauważył to i zaczął się ze mną drażnić jeżdżąc dłonią po moim udzie. Powodowało to u mnie niekontrolowane ciche jęki. Bartek tylko zaśmiał się pod nosem i dalej jeździł dłonią po wewnętrznej stronie uda i składał delikatne pocałunki na mojej szyi.
- To ja będę się zbierał - przerwał nagle, a ja byłam na skraju wytrzymałości. Droczył się ze mną, widziałam to po tym jego złośliwym uśmieszku.
- Kurek do cholery! Wracaj tu! - wrzasnęłam gdy ten już wstawał z łóżka i kierował się do łazienki. Zaśmiał się cicho jakby właśnie osiągnął swój cel.
- Dobrze kochanie. Skoro nalegasz - z tym wkurzającym uśmieszkiem wpakował mi się z powrotem do łóżka. A więc tego chciał, żebym go błagała...Wbił się w moje usta z niezwykłą zachłannością, na chwilę przerwał, by dobrać się do mojej bluzki, a ja wykorzystałam chwilę jego nieuwagi.
- Głupek - wyrwałam się z jego objęć i wskoczyłam do łazienki. Nie dam mu satysfakcji.
- Taka jesteś?! Dobrze, zapamiętam to sobie! - stał zawiedziony przy drzwiach. Nic mu nie odpowiedziałam tylko zaśmiałam się złowieszczo - Dobra, to może ja pójdę do chłopaków pochwalić się, że masz tatuaż - przerwał na chwilę, a ja zamarłam - Może będą chcieli zobaczyć - roześmiał się głośno i wybiegł na korytarz. Momentalnie opuściłam łazienkę i pobiegłam za nim.
Złapałam go zaraz przy drzwiach do pokoju Igły.

- Nie odważysz się! - wysapałam i zagrodziłam mu drzwi.
- Zobaczymy - z łatwością mnie odsuną i wszedł do pokoju gdzie znajdowała się większość z nich.
- Chłopaki! Słuchajcie... - zaczął mówić, ale momentalnie przerwał widząc ich miny - Co jest? - spytał zdezorientowany, a oni tylko patrzyli się na nas z otwartymi buziami. A tak właściwie głównie na mnie.
- Cholera! - uświadomiliśmy sobie, że mamy na sobie tylko bieliznę, to znaczy Bartek bokserki, a ja niezbyt grzeczną damską wersję. Szybko chwyciłam jakąś bluzę leżącą na łóżku obok. 
- Ej, ej, ej! Co się tak gapicie? Nigdy kobiety nie widzieliście? - Kurek zaczął mnie zasłaniać. Chłopaki spuścili wzrok nieco speszeni.
- Debil - skwitowałam zwracając się do Kurka i wyszłam z pokoju. Skierowałam swe kroki do swojego pokoju. W drzwiach ktoś złapał mnie w talii.
- Mam na ciebie haka - powiedział przytulając mnie jeszcze mocniej - A tak w ogóle to bardzo seksownie wyglądasz w tej bieliźnie, ale sądzę, że bez niej jeszcze lepiej - wymruczał mi do ucha.
- A weź wyjdź - znów wskoczyłam do łazienki, tym razem jednak przesiedziałam tam swoje i wyszłam gotowa.
Na łóżku leżał roznegliżowany Kurek.

- Ty jeszcze tutaj? - zaśmiałam się z pozycji w jakiej go zastałam.
- Wyganiasz mnie? - udawał obrażonego. W tej chwili zadzwonił mój telefon.
- Słucham?
-...........................
- Na serio? Boże, nawet nie wiesz jak się cieszę!
-...............................
- No jasne, a kiedy?
-................................
- Spokojnie jeszcze się zdzwonimy. Pozdrów ją ode mnie. Na razie! - odłożyłam telefon.
- Kto dzwonił? - spytał zniecierpliwiony Kuraś.
- Kuba - ucięłam krótko, a jego mina przyjęła grymas.
- Czego chciał?
- Jego narzeczona jest w ciąży i planują ślub - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach. Kurek już nic nie odpowiedział, ale poczuł wyraźną ulgę. Czy on na każde imię męskie poza "Bartek", będzie reagował jakimś niezadowoleniem? Pożyjemy, zobaczymy....

Śniadanie, trening, obiad, trening, kolacja, spać. Tak upływa nasz typowy dzień w Spale. Chłopaki przygotowują się do Ligi Światowej, pierwszy mecz mają już za parę dni w Atlas Arenie, a my do Grand Prix. Treningi są coraz cięższe, ale wszyscy wiedzą, że trzeba walczyć.
Dzisiaj po południowym treningu nie miałam już siły dosłownie na nic. Rzuciłam się na łóżko i leżałam tak bez ruchu pół godziny. Nagle zadzwonił mi telefon.

- Kinia, podaj mi - wysiliłam się chociażby na te słowa. Spod przymkniętych oczy zauważyłam, że gapi się na mnie tak na wariatkę.
- Rusz dupę i odbierz. Nie chcę mi się.
- Lila? Bądź dobrym człowiekiem, podaj no - ta tylko przewróciła się na drugi bok. Nie miałam siły ruszyć ręką, więc telefon po chwili przestał dzwonić.
Nagle do pokoju wpadł Kubiak.

- A co wam? Zmęczone? - śmiał się z nas. Zaraz za nim wpadł jeszcze Kosok i Kurek. Rozsiedli się na naszych łóżkach i dalej się naśmiewali.
- Oj, dziewczynki chyba się trochę zmęczyły? Za słaba kondycja? - kolejny, pożal się Boże, się odezwał. Mój telefon znowu się rozdzwonił. 
- Nie odbierzesz? - spytał Kurek po 3 sygnale. 
- Nie chce mi się - pokręciłam tylko niedbale głową.
- Mama - skwitował patrząc na mój wyświetlacz.
- To tym bardziej mi się nie chce - mówiłam nie ruszając się z miejsca.
- Powinnaś w końcu z nią porozmawiać.
- Może - odparłam obojętnie, ziewnęłam i wysiliłam się na przewrócenie na drugi bok. Telefon znów się rozdzwonił.
- Agata do cholery, wyłącz to albo odbierz. Dzwoni już chyba siódmy raz - powiedział nieco zniecierpliwiona już Lilka.
- Odbierz i powiedz, że nie żyję. Wpadłam pod pociąg, skoczyłam z mostu, wielki potwór wyskoczył z kibla i mnie wciągnął - wywołało to nikły uśmiech na twarzach wszystkich, ale zaraz zszedł - Może poczuje ulgę, nie będzie już miała na głowie wyrodniej córki - dalej mówiłam z irytującą dla otoczenia obojętnością. Wszyscy już chyba stracili cierpliwość.
- Słucham? - telefon odebrał Kurek, a mnie zamurowało. Natychmiast poderwałam się z łóżka i chciałam wyrwać mu telefon. - Bartek, Bartek Kurek proszę pani - mówił do telefony z uśmiechem na twarzy. - Tak, jestem z pani córką. To dziwne, że pani nic o tym nie wie - specjalnie się drażnił, a ja już miałam go dość. Za wszelką cenę chciałam wyrwać mu telefon. - Kochanie, twoja mam się pyta kiedy masz termin? - spytał z wyraźnym rozbawieniem.
- Jaki termin do cholery?!
- No kiedy rodzisz? - starał się być poważny - Twoja mama już od dawna wyczekuje wnuka, a jak się dowiedziała, że masz chłopaka to... - dostał ode mnie po łbie. Pogadał jeszcze trochę głupot do telefony, a wszyscy w pokoju poza mną prawie pokładali się ze śmiechu.
- Kurwa, Kurek co to było?! - byłam na niego wkurzona.
- Twoja mama to urocza kobieta - skwitował z uśmiechem na ustach - Podobno byłem twoim idolem, sądząc po twoim tatuażu to może być prawda... - udawał, że się zastanawia, ale było widać, że ledwo powstrzymuję się od śmiechu, po czym dostał jeszcze raz po łbie, żeby umilkł raz na zawsze.
- Jakim tatuażu?! - wszyscy w pokoju odezwali się chórem.
- Burym - ucięłam, a Kurek posłał mi rozbawione spojrzenie - Czego ona chciała?
- Pogadać. Przeprosić. Ona naprawdę jest bardzo miła - mówił już całkiem poważnie.
- Mmh - kręciłam z niedowierzaniem głową - I mówisz to po tym jaką scenę mi zrobiła tutaj? - on tylko pokiwał z przekonaniem głową. Nie pojmowałam własnej matki. Jak nie porusza się tematu "siatkówka", "MOJE studia", "MOJE plany na przyszłość" to naprawdę jest spoko, ale jak tematy fatum zostaną ruszone to wygląda to mniej więcej tak jak zaprezentowała jakiś czas temu w Spale. 

Chociaż byłyśmy wymęczone dla chłopaków zawsze znajdziemy czas. Wszyscy, czyli my trzy plus cała męska reprezentacja zebraliśmy się w pokoju Winiara. Nie mam pojęcia jak my się tam zmieściliśmy, może dlatego, że siedziałam w kącie, koło okupowanego łóżka, na kolach Bartka, a nogi trzymałam na Łukaszu. Nie ma się co dziwić, bo w podobnej pozycji siedzieli wszyscy. Tak więc spokojnie, lub mniej spokojnie w niektórych momentach, graliśmy sobie w pokera. Chłopaki po raz kolejny kłócili się o coś tam, sama już nie wiem o co, bo po kilku takich razach się wyłączyłam. Nagle można było zauważyć otwierające się z niezwykłym impetem drzwi. A do nich wleciała...
- ZALICZYŁAM!!! - miny wszystkich na początku przestraszone i zdziwione, zaczęły zastanawiać się o co chodzi. Wspomniana osobą był nie kto inny jak Weronika. Tak, my się dobrałyśmy, obie miałyśmy mocne wejścia.
- Ale co zaliczyłaś? - chociaż byłam wcześniej o tym informowana wielokrotnie, teraz byłam chyba w zbyt wielkim szoku na jej widok by to pamiętać.
- Jak to co?! Gadam ci o tym od kilku dni, a ty się jeszcze pytasz? - mówiła z wyraźnym wyrzutem. Uświadomiłam sobie o co jej chodzi i nagle pozieleniałam.
- Kochanie, dobrze się czujesz? - spytał przejęty Kurek.
- Świetnie - zironizowałam.
- Haha, spokojnie. Ona tak zawsze gdy jej o tym mówię - zaśmiała się ze mnie Weronika.
- Pewnie. Bo to bardzo apetyczne. Zajęcie, które pragnę wykonywać 24 godziny na dobę - dalej mówiłam z ironią.
- Wystarczyłoby krótkie "gratuluję, cieszę się, że nikogo nie zabiłaś!"
- Za późno, nie musiałaś - wystawiła jej język.
- A można by się dowiedzieć o co chodzi? - mówił nieco zdezorientowany Bartman.
- Kroiłam trupa. I zaliczyłam na 5 - odpowiedziała dumnie. Zbyszek nagle pobladł i tak jak ja zrobił się zielony.
- Co kroiłaś?! - wszyscy byli w lekkim szoku.
- No trupa - zrobiła nacisk Weronika,  jakby w ogóle nie rozumiała ich reakcji.
- A wy się dziwicie, że mi jest niedobrze - powiedziałam.
- Boże, jakie z was mięczaki - westchnęła głośno moja przyjaciółka - Ale ja mam teraz wakacje i zostanę z tobą tutaj najdłużej jak się da - na jej twarzy zagościł banan jak stąd do Paryża. Natomiast z mojej momentalnie zniknął. Natomiast Zibi widocznie się ożywił. Już ja wiem co mu po tym pustym łbie chodziło.
- Nie cieszysz się?
- Ja? Cieszę... - mówiłam bez przekonania. 
- Nie no, żartuję. Ale będę z tobą na dwa najbliższe mecze. Później muszę jechać - posmutniała.
- Czekaj, czekaj. A jak ty tu przyjechałaś? Znów stopem? - nagle mnie olśniło.
- Zacofana jesteś koleżanko. Tydzień temu zrobiłam prawo jazdy - zaśmiała się.
- Chwała Bogu. Ile można było kobieto? Już myślałam, że wyjdę z siebie, żeby cię wszędzie wozić. Ale czekaj, czym ty tu przyjechałaś? - kolejna niewyjaśniona okoliczność.
- Koleżanka mnie podwiozła, ale wracam już twoim samochodem - wyszczerzyła się.
- Co proszę?!
- No i tak nim tutaj nie jeździsz. A mi się przyda. Proszę cię - zrobiła oczy kota ze Shreka.
- Kurde, no... - od razu rzuciła mi się na szyję - Spokojnie, bo mnie udusisz.
- To może pograsz z nami w karty?- zaproponował Winiar po dłuższej chwili ciszy.
- To ja proponuję rozbieranego - wystrzelił Bartman, chłopcy wyraźnie się ożywili, a wszystkie damskie wzroki spiorunowały go - No co? Będzie fajnie - uśmiechnął się podstępnie, a ja i Wera wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia. Obie byłyśmy świadome jakości naszej gry, która przez te wszystkie wyjazdy i obozy siatkarskie, była niczego sobie.
- OK - skwitowałam z uśmiechem i zaczęła się gra. Część osób spasowała, więc został Winiar, Kubiak, Igła, Zibi, Kurek, Wera, Kinga i ja. Lilkę i Kosoka gdzieś wcięło, a reszta się rozeszła do swoich pokoi. 

Tak jak podejrzałam szło nam świetnie, na przynajmniej na tyle dobrze, że my zostałyśmy jeszcze we względnym ubraniu, za to Zibiemu zostały jeszcze tylko bokserki i skarpetki, Kubiak to tego wszystkiego miał jeszcze koszulkę. Winiar, mistrz gry, nie przegrał niczego. Igła już na początku przegrał ostatnią cześć garderoby, więc przyglądał się tylko jak gramy. Kinga została w spodniach i staniku, a Kurek bez koszulki. Ja i Wera podobnie jak Winiar byłyśmy okryte.
- Boże, jak wy to robicie? - spytał zawiedziony Zbyszek.
- Magic - zaśmiałyśmy się równo. 
- Coś oszukujecie - spojrzał na nas z ukosa Bartek.
- My? - udawałyśmy oburzone. 
Po tym jak Bartman przegrał bokserki zakończyliśmy grę i zeszliśmy wszyscy roześmiani na kolację, by zaraz po niej paść zmęczeni spać.

___________________________________________________

Wystarczy, że trochę się chłodniej zrobiło, a ja już jestem chora.
:(((

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 23


PASJA


CZ.23



Następnego dnia rano miałyśmy ostry trening. Musiałyśmy przećwiczyć wszystkie elementy gry, które nam nie wychodziły we wczorajszym meczu. Na trybunach siedziała Weronika i obserwowała naszą grę.
- Wera, a może zagrasz z nami? Spytam trenera... - miałam nadzieje, że się zgodzi. W jej oczach zagościły iskierki. 
Trener się zgodził po chwili moich próśb. Weronika szybko poszła się przebrać. Muszę przyznać, że jak na zawodniczkę, która nie grała 2 lata to szło jej całkiem dobrze, a nawet bardzo dobrze. Miałam wątpliwości co do jej całkowitego braku gry przez te 2 lata, o czym mnie zapewniała na każdym kroku.
- Dziękuję, koniec treningu - rozległ się gwizdek trenera, gdy na hali zaczęli gromadzić się siatkarze - A ciebie moja droga muszę pochwalić. Gdzie nauczyłaś się tak grać? - trener zwrócił się do Weroniki.
- Dziękuję bardzo. Grałam trochę w liceum - powiedziała nieśmiało gdy chłopcy już stali koło nas i zaczęli się rozgrzewać.
- No już nie bądź taka skromna. Trenerze, Weronika została wybrana nawet na Mistrzostwach Polski Juniorów najlepszym zawodnikiem meczu, w tym najlepszym libero ma się rozumieć - postanowiłam wychwalić Werę przed trenerem.
- Agata! To było dawno i nieprawda. Ale to ty byłaś kapitanem naszej drużyny - odpłaciła się mi.
- No, no. Nie spodziewałem się, że miałaś siatkarską przeszłość - trener dalej rozmawiał z Weroniką - Dlaczego już nie grasz? - trafiła kosa na kamień.
- Obie z Agatą miałyśmy taki sam wybór. Ona wybrała siatkówkę, ja medycynę. Bo wie pan, Agata równie dobrze mogłaby być teraz cenionym lekarzem, no gdyby nie rzuciła studiów - nasza wymiana zdań stała się dość dziwna, a jak zwykle wszystkiemu musieli przysłuchiwać się siatkarze i trener.
- A ja myślałem, że Agata studiuje - trener zmierzył mnie wzrokiem- Tak mi mówiła.
- No tak trenerze. Studiuję, ale nie medycynę, a fotografię.
- A no właśnie, ja poszedł ten egzamin, jak już jesteśmy przy temacie?
- Świetnie. Tym razem się udało. Przepraszam, ale my już musimy iść - spojrzałam na Bartka, ale on był jakiś nieobecny. No cóż, pogadam z nim po treningu.
- Agata! Co to miało być?! Jakieś rozpamiętywanie przeszłości przy chłopakach i przy trenerze, po co to wszystko? Żeby zrobić mi na złość? - zdenerwowała się. Oj, niedobrze. 
- Przepraszam, tak mnie wzięło na wspomnienia. Chciałam cię pochwalić.
- Wiesz, że nie lubię o tym gadać.
- Wiem, ale nie wiem dlaczego. Żałujesz?
- Nie, nie żałuję, że grałam.
- Ale nie o to pytam...
- Agata, dobrze wiesz, że siatkówka była, jest moim życiem, ale tak zdecydowałam i uszanuj to. Czasu już nie cofniemy...
- Ale ja się pytałam, czy żałujesz? Żałujesz podjętej decyzji?
- Nie. Czasem jest mi po prostu smutno i źle, jak widzę ciebie taką roześmianą na boisku, taką szczęśliwą, gdy robisz to co kochasz - nie lubiłam takich naszych poważnych rozmów, zwłaszcza rozpamiętywania dawno zabliźnionych ran. Postanowiłam dać spokój i odpuścić już ten temat.

Gdy chłopaki skończyli trening postanowiłam przejść się do nich. Obeszłam wszystkie pokoje, ale nigdzie ich nie było. Weszłam do pokoju Kurka, a tam chyba cała reprezentacja siedząca na podłodze i grająca w karty.
- No ładnie - powiedziałam zaraz na wejściu - To ja was szukam po całej Spale, a wy w pokera sobie gracie? - skarciłam ich wzrokiem.
- No to jak już nas znalazłaś to może dołączysz? - odezwał się Ziomek.
- Nie będę przeszkadzać.
- Taa, boisz się, że przegrasz. Przyznaj się - odezwał się Igła.
- No dobra - powiedziała pewna siebie i usiadłam wśród wielkoludów. Zibi zaraz zaczął posyłać mi jakieś znaczące spojrzenia. Ja tylko przekręciłam oczami i dałam znać, że potem pogadamy.
- Ej, ej. A co wy się tam tak komunikujecie? - naszą gestykulację zauważył Winiar - Oszukujecie?
- Nie Mieciu, ja nie muszę oszukiwać, żeby z tobą wygrać - zaśmiałam się.
- Ej, a tak właściwie to o co chodzi z tym Mieciem? - Igła jak zwykle na czasie. Ja i Winiar tylko roześmialiśmy się głośno. 
- To jest "top secret" - zaśmiał się Michał. 

Pograliśmy jeszcze chwilę, a potem wszyscy poszli do siebie. Jarosza też gdzieś wywiało, więc zostaliśmy sami z Kurkiem.
- Nie idziesz? - spytał Bartek jakoś znacząco.
- Wyganiasz mnie?
- Jestem trochę zmęczony, idź już - powiedział oschle odwracając się ode mnie.
- Co? Bartek, o co ci chodzi?
- O nic. Po prostu jestem zmęczony. Daj mi odpocząć i  idź już, proszę - powiedział zniecierpliwiony. Nie miałam pojęcia czemu tak się zachowuje. Co ja mu zrobiłam?
- Dlaczego taki jesteś? Stało się coś?
- Nic się nie stało! Daj mi święty spokój - krzyknął tak, że aż się wystraszyłam. Nie chciał ze mną gadać, to nie. Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. 
- Agata, poczekaj! - czyżby nagła zmiana nastoju? Zobaczymy...
- Co? Już nie jesteś zmęczony? Odpoczywaj sobie - wyszłam na korytarz.
- Aga no. Porozmawiajmy... - złapał mnie za rękę.
- Bartek, ale naprawdę nie musisz się tak poświęcać. Idź spać, mną się nie przejmuj. Nie widzę nic ciekawego w rozmowie ze mną - odparłam z ironią i wyrwałam mu się.
- Czy my naprawdę musimy się co drugi dzień kłócić?
- Ale czy to ja zaczęłam? Przychodzę do ciebie, a ty mnie wyganiasz, bo chcesz iść spać. No to śpij i daj mi już spokój.
- Chodź. Musimy porozmawiać - pociągnął mnie za rękę do pokoju. Gdy usiedliśmy na łóżku, zaczął.
- O co chodziło wczoraj z Bartmanem? - zapytał, a ja zrobiłam chyba wyjątkowo głupią minę. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi - Wieczorem na korytarzu - sprecyzował.
- Nic, co miało być? Gadaliśmy - powiedziałam prawdę, niby co miało się stać, że mnie o to pytał?
- To dlaczego jak mnie zobaczyłaś zaraz spoważniałaś i wygoniłaś do pokoju? Myślałem, że wy... - zrobił przerwę.
- To głupie, Bartek. Jesteś zazdrosny, bo z nim rozmawiałam?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Bartman to amant, wyrywa wszystkie dziewczyny jakie tylko się nawiną. Nie martwiłem się, bo ciągle się z nim kłóciłaś. A teraz się świetnie dogadujecie i wczoraj miałem wrażenie, że coś ukrywacie - poczułam swego rodzaju ulgę. Bartek był zazdrosny o jakaś głupotę, a ja już szykowałam się na grubsza sprawę. Jednak coś mi nie pasowało.
- Czy to znaczy, że mi nie ufasz? 
- Ufam, po prostu...
- Może myślisz, że wskoczę mu do łóżka przy pierwszej lepszej okazji?! - te słowa siedziały mi w pamięci, a teraz nie wiem dlaczego wypłynęły z moich ust. Z miny Bartka można było wyczytać, że strasznie go to wszystko boli i żałuje, ale raczej nie aż tak jak mnie to zabolało wtedy gdy to powiedział - Przepraszam. Niepotrzebnie do tego wracam - poczuła się nieco winna, nie wiedziałam co mam dalej mu powiedzieć. Skierowałam się do drzwi, Bartek jednak mnie przytrzymał.
- Wypowiadając te słowa nie miałem pojęcia jak to cię może zaboleć. Ale zrozum mnie. Kocham cię i jestem cholernie zazdrosny o każdego faceta z jakim rozmawiasz - mówił mi to prosto w oczy, widziałam, że nie kłamie.
- Bartek, musisz mi zaufać. Inaczej będziemy się kłócić codziennie i nic nie wyjdzie z naszego związku.
- Powiedziałaś to - uśmiechnął się, a ja już kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi - Powiedziałaś "w związku", czyli jednak jesteśmy razem.
- Tak mi się powiedziało, nie ważne - wstałam i chciałam wyjść.
- To może jednak się zgodzisz być moja? - wyszeptał mi do ucha - I tylko moja - podkreślił do wyraźnie.
- Jeśli się zgodzę, nie będziesz już zazdrosny o byle kogo? 
- Zawsze będę o ciebie zazdrosny, za bardzo cię kocham - ciągle szeptał mi do ucha.
- No to ja to muszę jeszcze przemyśleć - również wyszeptałam i przygryzłam jego wargi, by zaraz się oderwać od niego - Do zobaczenia - rzuciłam już w drzwiach.
- Chyba sobie żartujesz? Agata, no kochanie! - wołał za mną. Przesłałam mu jeszcze całusa w powietrzu i podążyłam do pokoju, gdzie pakowałam się już Weronika.
- Już jedziesz? - spytałam zawiedziona.
- No przecież wiesz. Jutro obowiązki, nie to co ty - zaśmiała się.
- Ty sobie nie myśl, że my tu tylko leżmy i nic nie robimy. Po dzisiejszym treningu ledwo nogami szurałaś, a my tak mamy kilka razy dziennie.
- Ja już się swoje nagrałam.
- No tak. Wera słuchaj, mam sprawę - postanowiłam zacząć temat - Wczoraj na meczu, byłaś taka oschła na Zibiego. Czemu? - zdziwiło ją moje pytanie, jakby odpowiedź była oczywista.
- Tyle mi o nim nagadałaś, że nie potrafię go polubić, nawet jeśli ty się z nim pogodziłaś.
- Nadal go nie trawię, ale potrafi być miły... czasem.
- Aga, do czego zmierzasz? - pytała podejrzliwie.
- A nie uważasz, że jest przystojny? - co ja pieprzę?! Ja to potrafię się dyskretnie kogoś podpytać.
- Agata, czy ty się dobrze czujesz? Może coś było w tym... - przerwałam jej.
- Wera, pytam się ciebie o coś. Uważasz, że jest przystojny czy nie?
- Nawet jakby był to i tak ma wredny charakter. A tak właściwie, to czemu pytasz mnie o takie rzeczy? - stała się podejrzliwa.
- Wiem, tak jakoś.
- Agata, ty coś ukrywasz. 
- Ja? Przed tobą? Nigdy w życiu - posłałam jej uśmiech numer 5 i poszłam poinformować Zibiego, że nic z tego.
Był wyraźnie zawiedziony. Po czym wychodząc z jego pokoju wpadłam na Winiara.

- O, cześć Mieciu? Jak tam dzidziuś? - właśnie przypomniałam sobie, że Winiar będzie ojcem.
- Oo, miło że pamiętasz. Dobrze, Daga czuje się świetnie, a młody skacze z radości - uśmiechnęłam się na te słowa.
- Fajnie mieć takiego dzidziusia, też bym tak chciała.
- Ja się mogę tym zająć - nagle z ziemi wyrósł Bartek - Jeśli chcesz mieć dzidziusia to ja ci chętnie pomogę - zbliżył się na niebezpieczna odległość.
- Ale nie teraz głupolu - dostał ode mnie po łbie.
- To bolało!
- Miało boleć - powiedziałam przez śmiech.
- Ok, to ja wam nie przeszkadzam - Mieciu wszedł do pokoju ZB9, a my postanowiliśmy się przejść. Poszłam tylko uprzednio pożegnać się z Weroniką, która wracała do Łodzi.

Podczas spaceru, po naleganiach, a właściwie błaganiach Kurka, musiałam streścić mu swój mało zresztą ciekawy życiorys, ale on słuchał mnie uważnie. Dużo gadaliśmy też o różnych pierdołach, Bartek opowiadał o reprezentacji i o sobie, a ja tylko o sobie, bo w końcu co ja miałam ciekawego mówić o reprezentacji, jak on przy wszystkim był obecny. Dowiedziałam się przy okazji kolejnych wielu ciekawych rzeczy. Np. Bartek w wieku 10 lat uciekł z domu do koleżanki, w której był zakochany. Chcieli razem uciec i żyć długo i szczęśliwie. Jednak gdy dotarł pod jej dom, ona powiedziała, że nigdzie z nim  nie idzie, bo mama dziś robi pizze na obiad i jeśli chce uciekać to najwyżej na tydzień. Po tym niezwykle traumatycznym wydarzeniu nie gadał z żadną dziewczyną przez 2 miesiące.
Ja nie miałam takich przygód, jednak Bartek słuchał mnie nad wyraz uważnie i chłonął każde słowo. Opowiedziałam mu o moich planach na przyszłość, o grze w siatkówkę w liceum, o nieszczęsnej maturze, 3 miesiącach studiów medycznych, oczekiwaniach rodziców i takich tam. Najbardziej chyba zaciekawiła go informacja o tym, że w wieku 16 lat jako znak buntu postanowiłam zrobić sobie tatuaż. Najbardziej zszokowało, że owy tatuaż zrobiłam.
- Nie miałem pojęcia - mówił zdziwiony.
- No bo nie wie o tym nikt poza mną, Weroniką, no i tobą.
- Ale ja go nie widziałem. Gdzie on jest? - pytał mocno zaciekawiony. Ja tylko zaczerwieniłam się lekko i posłałam uśmieszek w jego stronę. 
- Nie mów, że... - jego mina wyrażała wszystko - Pokaż! - mocno złapał mnie w talii.
- Chyba śnisz! Łapy przy sobie!- mówiła przez śmiech.
- Chyba mi nie odmówisz, co? - oparł mnie o drzewo i zaczął całować po szyi.
- Chyba nie chcesz robić tego na drzewie?
- Dlaczego nie? Nie ważne gdzie, ważne z kim - jego ręce zawędrowały pod moja bluzkę.
- Bartek, opanuj się!
- Ale to tylko ze względów badawczych - nie przestawał mnie całować - Nawet nie wiesz jak mnie zaciekawiłaś tym tatuażem. Tylko zerknę, jednym okiem - zaśmiałam się głośno, gdy jego ręka majstrowała przy moim rozporku.

Wróciliśmy do ośrodka w szampańskich humorach. Bartek nie dostał tego, czego chciał, ale i tak świetnie się bawiliśmy. Dziewczyną chyba bardzo spodobała się zamiana pokojami, bo coraz więcej nocy spędzały ze swoimi chłopakami. Nie miałam pojęcia co robiła reszta gdy one tam przychodziły, ale ja zostawałam sama w pokoju. Nie przeszkadzało mi to zazwyczaj, ale dzisiaj nie miałam zamiaru być sama.
- Bartuś, jestem dzisiaj sama w pokoju, może masz ochotę... - od razu na wejściu postanowiłam przejść do rzeczy, ale nie zdołam dokończyć swojej myśli.
- Jasne - wstał w zawrotnym tempie z łóżka, aż chciało mi się śmiać, i poszliśmy razem do mojego pokoju.
- To co robimy? - wyszeptał zalotnie gdy leżeliśmy już w łóżku.
- Śpimy. Dobranoc kochanie! - pocałowałam go tak by go sprowokować i odwróciłam się na drugi bok.
- Ale... Kochanie, chyba sobie żartujesz?
- Ja? Nie, czemu? - nic nie odpowiedział, wykorzystał okazję gdy się odwróciłam i wbił się w moje usta. Na początku delikatny pocałunek zmienił się w namiętny i pełen pasji. Jego ręka szybko powędrowałam pod moją koszulkę, a drugą majstrował przy drugiej części. Tej nocy po raz kolejny się nie wyspałam...

__________________________________________________

Ta pogoda mnie dobija... Najpierw upał, teraz zimno :((

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 22

PASJA


CZ.22



Sobota rano. Głowa mi pęka, a przecież wczoraj tyle nie wypiłam.
Wszystkie dziewczyny już od 7 rano latają po całym ośrodku zdenerwowane. Chłopcy nas uspokajają jednocześnie się z nas zaśmiewając. Dla nich to tylko mecz towarzyski, dla nas wielkie przeżycie, pierwszy mecz naszej żeńskiej reprezentacji. Dalej już tylko gorzej. Liga Światowa chłopaków. 

Kurek ciągle był gdzieś obok mnie i próbował uspokajać, aż w końcu na niego nawrzeszczałam, że wcale nie pomaga tą swoją paplaniną, wtedy dopiero trochę się uciszył. Nikt jeszcze nie wiedział, że się pogodziliśmy i znów jesteśmy razem. Nie... wrócić, my nie jesteśmy razem i nawet nigdy nie byliśmy. To była jednak sprawa dla mnie nieco mniej istotna, ponieważ zbyt się stresowałam meczem.

Mecz miał odbyć się w Atlas Arenie w Łodzi. Grałyśmy przeciwko serbskim zawodniczką.
- Dobra, dziewczyny. To jest mecz towarzyski. Dajcie z siebie wszystko mimo to. Nigdy nie można odpuszczać, pokażemy na co nas stać! - mówił do nas trener już w szatni, zaraz przed meczem.
Wyszłyśmy na hale. Była ogromna. Nigdy tu nie byłam, to znaczy od strony zawodniczki, bo na trybunach bywałam wielokrotnie. Kibice zajęli prawie całą hale.
- No ładnie, już się boję co będzie za tydzień - mianowicie za tydzień miała rozpocząć się Liga.
Zaraz po wejściu na boisko można było dostrzec siatkarzy, którzy przyjechali razem z nami, by kibicować. Przyjechali wszyscy. Zaraz otoczyło ich stado piszczący fanek. Jednak ochrona dość szybko zareagowała i rozpędziła towarzystwo.
- Agata! - usłyszałam krzyk z trybun podczas rozgrzewki.
- Wera! Boże myślałam, że już nie przyjdziesz! - zaraz do niej podbiegłam i rzuciłam na szyję.
- Ja miałam nie przyjść? Kpisz sobie! Nie opuściłabym pierwszego meczu reprezentacji - zapiszczała radośnie. Koło nas znalazł się Zibi.
- Przeszedłem życzyć powodzenia.
- Już życzyłeś ze 100 razy dzisiaj - odpowiedziałam mu, a Weronika stała w szoku, chyba dziwiła się, że się nie kłócimy. Puściłam jej tylko oczko.
- A, no i nie wiem czy się znacie. Weronika Zbyszek, Zbyszek Weronika - przedstawiłam ich sobie.
- Miło mi - powiedziała w jego kierunku.
- Mi również.
- Wiele o tobie słyszałam - powiedziała kąśliwie, a Zibi lekko się zmieszał.
- Pewnie same złe rzeczy - uśmiechnął się niepewnie.
- Nie przeczę - zapanowała cisza.
- No to ja już pójdę - powiedział i się oddalił.
- Co to miało być? Pogodziłaś się z nim?! - naskoczyła na mnie.
- Nie wiem, ale on chce być miły to nie będę mu tego utrudniać.
- No dobra. A no i właśnie. Gdzie ten debil się podział?!- zaczęła rozglądać się po hali, szukała jak się domyślał Kurka, który jak na zawołanie zjawił się koło nas.
- Jak tam? - spytał, a Wera mierzyła go wzrokiem.
- Ok, zapoznajcie się sami, bo ja już muszę lecieć - powiedziałam i wróciłam na boisko dalej się rozgrzewać.

***

- Bartek jestem - uśmiechnął się i  podał mi rękę.
- Weronika, wiem kim jesteś - odparłam sucho.
- Stało się coś? - był zdezorientowany.
- Tak, ty się stałeś. Czemu ty jej to robisz?!
- Przepraszam, ale nie wiem o co chodzi - miał już mocno zdziwioną minę.
- Nie podoba mi się jak ją potraktowałeś. Jakim prawem coś takiego powiedziałeś?! - po chwili analizy moich słów, Bartka olśniło.
- Domyślam się o co ci chodzi. Ale my już sobie wszystko wyjaśniliśmy - mówił spokojnie, choć było widać, że wolałby na ten temat nie rozmawiać.
- A mogłabym wiedzieć o co ci chodziło? - wiem, że byłam wścibska, ale nie odpuszczę mu tak łatwo.
- Sadzę, że to są nasze prywatne sprawy.
- Nie wydaje mi się. Powiesz mi czy mam użyć siły? - Bartek roześmiał się na moje słowa.
- Co ty mi możesz zrobić? - ciągle się śmiał, a ja nie mogłam sobie na to pozwolić. Jakby nikt nie wiedział to miałam czarny pas w karate, więc postanowiłam trochę popisać się moimi umiejętnościami. Po chwili Kurek leżał już na glebie. Usłyszałam głośnie śmiechy zza pleców. To siatkarze, którzy przez cały czas nas obserwowali.
- To jak? Powiesz czy nie? - teraz to ja się śmiałam z niego. Usiedliśmy razem na trybunach w loży Vip z innymi siatkarzami. Kurek wyjaśnił mi sprawę, a ja nadal byłam na niego zła.
- Jeszcze raz ją skrzywdzisz, a nogi ci z dupy powyrywam! Potrafię o wiele więcej niż przed chwilą zaprezentowałam - powiedziałam na koniec, a Bartek lekko pobladł.
Wreszcie rozpoczął się mecz.

***

Mecz trwał w najlepsze. Od razu trener postanowił mi zaufać i wystawił w pierwszej szóstce. Razem ze mną Lila, Kinga, Malwina, Natalia i Dorota. Cieszyłam się, bo z nimi grało mi się najlepiej, zwłaszcza, że dogadałam się z Natalią i nie patrzyła już zbolałym wzrokiem na mnie i na Bartka.

Wygrałyśmy! 3:1 w 2 godzinki. Poszło wyjątkowo szybko, ale nie powiem, że był to łatwy mecz. Miałyśmy kilka błędów, które będzie trzeba koniecznie dopracować przez ten tydzień.
- Gratulacje! - Kurek wleciał na boisko i zaczął mnie przytulać.
- Dzięki, Bartuś uspokój się już! - powiedziałam lekko odpychając go od siebie.
- Ale dlaczego?
- Ludzie patrzą.
- No i co z tego?
- Chcesz, żeby snuli jakieś domysły?
- Dlaczego mieliby to robić, niech mają pewność! - powiedział po czym namiętnie mnie pocałował na środku boiska. Siatkarze zaczęli gwizdać i klaskać, co zwróciło uwagę komentatorów i kibiców.
- Wygląda na to, że Bartosz Kurek znalazł swoją drugą połówkę w kadrze narodowej. Serdecznie gratulujemy! - w głośnikach dało się usłyszeć komunikat, a cała hala zaczęła klaskać. Bartek niewątpliwie wywołał sensacje, głównie spowodowaną własną osobą. Zaraz wszyscy rzucili się po autografy. No przecież przychodząc na kobiecą siatkówkę nie spodziewał się nikt całej reprezentacji męskiej. Gratka dla kibiców.

Po godzinie wszyscy siedzieliśmy już w autokarze. Igła wziął kamerę, bo postanowił przybliżyć kibicom nieco kobiecej siatkówki.
- A tu nasze gołąbki. Oczywiście gratulujemy, Agata szykuj się! Będziesz sławna - zaczął swój monolog do kamery, przechadzając się po autokarze.
- Krzysiu, aż tak ci się nudzi? - byłam trochę zmęczona i nie miałam ochoty występować w tej ambitnej produkcji filmowej.
- O, Agatka ma humorki. Lepiej zostawmy ją w spokoju, bo hormony w żeńskiej reprezentacji buzują - dostał ode mnie po łbie i poszedł zatruwać życie innym dziewczyną.
- Dzięki wielkie - powiedziałam kąśliwie do Bartka.
- Ale o co chodzi?
- O to, że ty już jesteś wielką gwiazdą siatkówki, a teraz dzięki tobie nie będę mogła spokojnie przejść ulicą - Kurek roześmiał się na te słowa.
- Prędzej czy później i tak by się dowiedzieli. A poza tym jesteś reprezentantką, nie unikniesz mediów - wywróciłam tylko oczami i wtuliłam się w niego.
- Widziałam jak kłóciłeś się z Weroniką, o co poszło? - spytałam po chwili.
- Miała do mnie wyrzuty, ale jakoś sobie wszystko wyjaśniliśmy - wiedziałam o jakie wyrzuty jej chodziło. W końcu nie gadałam z nią o tym, że wszystko już w porządku - A tak na serio, to ona jest niebezpieczna. Jest jakimś ninja czy co? - roześmiałam się tylko.
- Nie, nie jest ninja, ale ma czarny pas w karate, więc radzę nie zadzierać - humor mi się poprawił.
- Na serio? Jest sportowcem, nie wygląda...
- Nie jest, studiuje medycynę w Łodzi, ale w liceum razem trenowałyśmy siatkówkę.
- Serio? Weronika gra w siatkówkę? - do rozmowy wtrącił się Zibi - Nie spodziewałem się.
- Trenowała. Nie znasz jej, naprawdę jeszcze nie jedną rzeczą was zadziwi.

Dojechaliśmy do Spały, a na parkingu już czekała Weronika.
- No nareszcie! - rzuciła.
- Tak, też się cieszę, że cię widzę - odpowiedziałam z ironią w głosie.
- Tak, tak. Gratulacje wielkie. Możemy pogadać?
- No przecież gadamy.
- Ale na osobności - nalegała. Spojrzałam na Bartka, on tylko przytaknął i poszedł razem ze wszystkimi do ośrodka.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteście razem?!
- No bo nie jesteśmy...
- Jak to?
- No nie wiem, może i tak. Nie gadaliśmy o tym.
- Przecież mówiłaś, że go kochasz, a on ciebie - chyba nie pojmowała mojego toku myślenia.
- No bo tak jest, ale nigdy tak oficjalnie nie byliśmy razem - na moje słowa Weronika zrobiła wyjątkowo głupią minę.
- Wy nie jesteście razem? Portale sportowe już wam ślub planują, a ty mi mówisz, że nie jesteście razem?! - teraz ja miałam głupią minę.
- O czym ty mówisz?! - Wera pokazała mi w telefonie artykuł z jednej ze stron sportowych - Co? Skąd oni o tym wiedzą? Skąd mają takie informacje, przecież ja z nikim nie rozmawiałam!
- Agatka, przecież Bartek pocałował cię na środku hali. A wywiadu nie musiałaś udzielać, by ktoś coś o tobie wymyślił - czy to było takie oczywiste, czy to ja żyłam w jakiejś innej epoce? Nie ważne, byłam już strasznie zmęczona, więc poszliśmy do środka, a konkretnie na stołówkę.
- Weronika, a nie mówiłaś, że grałaś w siatkówkę - odezwał się Zibi zaraz na wejściu. Spiorunowałam go wzrokiem, a Wera stanęła jak wryta i popatrzyła na mnie z wyrzutem. Wiedziałam, że były momenty, zwłaszcza teraz gdy ja jestem w reprezentacji, że żałowała swojej decyzji. Owszem studia medyczne to też marzenie, ale siatkówka to było jej życie. Teraz niewątpliwie był moment zwątpienia.
- Skąd on o tym wie?! - zwróciła się do mnie zdenerwowana. Nie lubiła o tym gadać z nikim, tylko ze mną. Tak, ewidentnie żałowała, ale przecież się nie przyzna. A już na pewno nie mi!
- Mówiłam to Bartkowi, on podsłuchiwał - wystawiłam język w stronę Bartmana. Weronika głośno westchnęła i dosiadła się do stolika obok. 
Kolację zjedliśmy w ciszy. Każdy był wyczerpany. Weronika miała zostać do jutra wieczorem, więc po kolacji skierowaliśmy się do naszego pokoju. Miałyśmy jedno łóżko wolne, bo Kinga się poświęciła...zresztą jakie to poświęcenie, bo poszła spać do Kubiaka. To była raczej przyjemność, nie poświęcenie.

Już prawie zasypiałyśmy, kiedy usłyszałyśmy pukanie do drzwi.
- Lilka otwórz, nie chcę mi się wstawać - powiedziałam zaspanym głosem.
- Dobry żart, rusz dupę i otwórz - odpowiedziała i przewróciła się na drugi bok.
- Wera? - spytałam z nadzieję w głosie. Ta jednak udawała, że mnie nie słyszy.
- Zapamiętam to sobie - powiedziałam i niechętnie ruszyłam do drzwi, w których stał...
- Zbyszek? - spytałam zdziwiona - Co ty tu robisz? I do jasnej cholery, jakim prawem każesz mi wstawać z ciepłego łóżka?
- Przepraszam, jest Weronika?
- Eee? A po co ci ona?
- Chcę pogadać - powiedział zawstydzony.
- A o czym?
- Jest czy nie?
- Nie. Wyjechała na wakacje na Malediwy, wraca za miesiąc - powiedziałam i chciałam zamknąć drzwi.
- No Agata..
- Śpi.
- No dobra, to przyjdę jutro. Dobranoc - powiedział i oddalił się korytarzem do swojego pokoju. Mało co z tego zrozumiałam, ale jednak męczyła mnie ciekawość.
- Hej, Zbyszek. Zaczekaj! - dogoniłam go - O co chodzi? Co od niej chcesz?
- Nic. Chciałem pogadać. Nie ważne już - mówił ze spuszczoną głową.
- Ważne. Możesz mi powiedzieć - próbowałam go przekonać, żeby się wygadał.
- Tak jasne, zaraz polecisz i jej wszystko wygadasz.
- Zibi! Gadaj i to już. Nie będę tu stać wiecznie!
- No dobrze, już - wziął głęboki oddech - Nie wiesz może czy ona kogoś ma? - chwila analizy. Mała żaróweczka zapaliła się w końcu nad moją głową co spowodowało niekontrolowany napad śmiechu.
- Dzięki. Naprawdę. Tak można właśnie ci coś powiedzieć - powiedział nieco obrażony. Chwilę zajęło zanim się opanowałam. Spojrzałam na jego i jeszcze raz wybuchnęłam śmiechem. Miał taki śmieszny wyraz twarzy. Śmiałam się chyba nieco za głośno jak na tak późną porę.
- Co tu się dzieje? - z pokoju wychylił się Bartek - Co wy tutaj robicie? - powiedział podejrzliwie.
- Nie, nic - natychmiast się opanowałam - Idź spać Bartuś. Pa - uśmiechnęłam się uroczo. Kurek z nieco zmieszaną miną schował się za drzwi.
- Dobrze. Przepraszam. Już się opanowałam - powiedziałam już całkiem poważnie.
- Taa, mmhh - pokiwał z niedowierzaniem głową.
- Więc mówisz, że podoba ci się Weronika? - pytałam, bo sama w to nie wierzyłam.
- Pytałem, czy kogoś ma...
- To to samo. A mogłabym wiedzieć czemu o to pytasz? Czy ty masz jakieś plany co do niej? - pytałam już całkiem poważnie.
- Nie, po prostu fajna się wydaje. Ale ona mnie nie lubi. Nie powiem przez kogo... - spojrzał na mnie jakoś znacząco.
- Hola, hola, to nie moja wina jak się zachowywałeś. Jeśli chcesz się z nią umówić to się zapytaj.
- Łatwo powiedzieć. Nie zgodzi się.
- Skąd to wiesz?
- Bo mnie nie lubi.
- No to zrób coś, żeby polubiła - uniosłam brew do góry i czekałam na odpowiedź.
- Mogłabyś z nią pogadać? Zapytać się... - przerwałam mu.
- A co, ja się z nią umawiam?
- Proszę - zrobił oczy kota ze Shreka. Co jak co, ale jego oczy na mnie działały.
- No dobrze, ale nic nie obiecuję - uległam.
- Dziękuję, jesteś wielka! - krzyknął i pocałował mnie w policzek. Oderwałam go zaraz i spiorunowałam spojrzeniem.
- To, że z tobą gadam, nie znaczy, że cię lubię.
- A nie lubisz?
- Toleruję, a co do Weroniki, to nie jestem pewna, czy chcę, by była z kimś takim jak ty.
- Kimś takim jak ja? A kim ja niby jestem? Coś ze mną nie tak?
- Owszem. Potrafisz być chamski, wredny i dwulicowy. Nie chcę, by moja przyjaciółka z kimś takim była. To, że jej się zapytam, nie znaczy, że chcę, by udzieliła pozytywnej odpowiedzi.
- Znów zaczynasz się kłócić. Co ja takiego znów zrobiłem?

- Nie ważne. Dobranoc - podążyłam do swojego pokoju.
_______________________________________________________________________

Najpierw upadł, teraz deszcz i burza... -,-

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 21



PASJA


CZ.21



Przez następne dni do meczu próbowałam naprawić nieco moje relacje ze... wszystkimi. W sumie nie zdążyłam zacieśnić jeszcze żadnych więzów, ponieważ poza treningami, gdy Lilka i Kinga latały po całej Spale ze swoimi lubymi lub innymi siatkarzami i siatkarkami, ja siedziałam w pokoju i albo płakałam, albo się z kimś kłóciłam. Postanowiłam to zmienić. Zaczęłam od dziewczyn. Oczywiście tłumaczyłam wszystkim swoje zachowanie różnymi niestworzonymi historiami. Jednak najtrudniej było mi wytłumaczyć awanturę z mamą. Kurka za to unikałam jak ognia. Wiem, że on coś ode mnie chciał, bo ciągle słyszałam to od dziewczyn, które więcej czasu przebywały z chłopakami, ale mi udało się nie wiem jakim cudem nie spotkać go przez całe kilka dni. Uważałam, że powiedzieliśmy sobie już wszystko i mi to zdecydowanie wystarczy.

Piątek popołudniu. Trener zrobił nam lżejszy trening, ponieważ jutro gramy swój pierwszy mecz. Co prawda póki co towarzyski, ale mecz to mecz. Nagle do naszego pokoju wpadł Kosok.
- Dziewczyny, zbierać się! Robimy imprezę! - krzyknął nam na cały pokój i wyszedł. Popatrzyłyśmy na siebie po czym, jak poparzone, każda rzuciła się na łazienkę. Wypadło na to, że Lila była ostatnia, więc oczywiście trzeba było ją poganiać.
- Lilka, bo znów się spóźnimy. Chłopaki już czekają. No wyłaź! - waliła w drzwi od łazienki Kinga, gdy ja już kończyłam ostatnie poprawki. Miałam na sobie dość krótką białą sukienkę kloszowaną na dole. Kinga miała coś w podobnym stylu tylko, że zieloną, a Lila oczywiście, jak to Lila, miała coś co tylko ona potrafiłaby założyć. Nie mówię, że było to brzydkie. Po prostu miała oryginalny styl ubierania się.
- Gotowe? - do naszego pokoju wszedł Misiek.
- No prawie, mógłbyś pogonić trochę tę swoją pannę - odpowiedziałam do Grześka, który właśnie wszedł - Lila do cholery, wyłaź stamtąd! - kopnęłam ostatni raz w drzwi i wyszłam na korytarz.
Gdy wszyscy się już zjawili mogliśmy iść. Dotarliśmy do baru po jakiś 10 minutach drogi przeznaczonej na wspólne wygłupy.
W środku panował półmrok. Mimo piątkowego wieczoru nie było dużo osób. Może to i dobrze, bo stado wielkoludów wystarczy do szczęścia. Chłopcy pierwsze co ruszyli do baru, a dziewczyny na parkiecie czekały na swych panów. Podszedł do mnie Winiar, z którym wykonałam kilka tańców. Szczerze powiedziawszy to nie miałam siły, bo tańczyć z kimś takim to nie lada wyzwanie. Jednak zaczął się odbijany i wpadłam w ramiona Igły. Potem jeszcze Kubiak, Piter i nie miałam już siły ruszać nogami. Chciałam iść się czegoś napić jednak podszedł do mnie Bartman. 

- Zatańczysz? - kolejne osłupienie z mojej strony, ale chyba już powinnam się powoli przyzwyczajać. Chciał być miły to nie będę utrudniać. Po kilku tańcach nogi odmawiały mi posłuszeństwa, więc usiadłam przy barze. Zaraz dosiadł się Winiar, z którym koniecznie musiałam się napić. Bo kilku głębszych odmówiła, bo wiedziałam, że nie mogę dużo pić. Jutro mecz. Zaraz potem dosiadło się jeszcze kilka osób, ale niestety musiałam odmawiać wspólnego picia. Chciałam się już zbierać, nie miałam siły na dalszą zabawę.
Podszedł do mnie Kurek. 
- Zatańczysz? - spytał nieśmiało z nadzieją w głosie.
- Nie - ucięłam krótko, po czym ruszyłam ku wyjściu. 
- Agata, zaczekaj! - krzyczał za mną. Nie reagowałam tylko przyśpieszyłam kroku - Agata, Agatka proszę cię, porozmawiajmy.
- Nie mamy o czym. Już wiem wszystko co powinnam - odparłam oschle i przyśpieszyłam jeszcze bardziej.
- Nic nie wiesz. Kochanie, proszę cię! - złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie. Poczułam jego perfumy i bicie serca. Był cały spięty.
- Nie dotykaj mnie! I nie mów do mnie kochanie! - wyrwałam się mu i zaczęłam iść w przybranym wcześniej kierunku.
- Przepraszam. Kochanie, przepraszam cię - odwróciłam się w jego kierunku. Miał błagalny wyraz twarzy.
- Bartek do cholery, czy ty wiesz który już raz mnie przepraszasz? Mam już tego dość, wszystkie łzy, które ostatnio wylałam były przez ciebie!- mówiłam, a owe łzy miałam już w oczach.
- Agatka, proszę cię - przybliżył się - Byłem idiotą, byłem cholernym idiotą. Zależy mi na nas! Zależy mi na tobie! - mówi z rozpaczą w głosie.
- Nie wydaje mi się. Nie ufasz mi, wykorzystałeś mnie, masz czego chciałeś. A teraz zostaw mnie w spokoju! - wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Agata, ale ja cię kocham - mówił pewny siebie, przybliżając się coraz bardziej.
- Że co proszę? Wsadź sobie tę miłość nie powiem gdzie! Jak możesz mnie kochać? Tę której w ogóle nie znasz, tę która wskoczyła ci do łóżka przy pierwszej lepszej okazji?!- zacytowałam jego słowa, a łzy ciekły mi już strumieniami po policzkach. 
- Ja tak wcale nie myślę, doskonale o tym wiesz.
- Mi się wydaje co innego. Ty nawet nie wiesz jak to zabolało. Wtedy naprawdę poczułam się jak jakaś dziwka - przerwałam - Wielki Bartosz Kurek, zakochał się w nikomu nie znanej dziewczynie z małej miejscowości. Słyszysz to? To brzmi jak jakiś tytuł do kolejnej dennej historii - popatrzyłam w jego oczy, wyglądał jakby zaraz sam miał się rozpłakać.
- Kochanie, proszę...
- Ja ci uwierzyłam! Uwierzyłam, że mnie kochasz i choć trochę ci zależy. Głupia jestem, nie? - krzyknęłam po raz ostatni, wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam biec przed siebie, byle tylko przed nim uciec. Dogonił mnie jednak zaraz przed ośrodkiem. Złapał mnie i mocno pocałował, tak jak jeszcze nigdy. Uświadomiłam sobie jak bardzo za nim tęskniłam, potrzebowałam tej bliskości.
- Nigdy tak nie mów, słyszysz? Nigdy! - wydyszał Bartek gdy się od siebie oderwaliśmy - Kocham cię! Kocham cię i uświadomiłem to sobie jeszcze lepiej gdy wyjechałaś. Nie wiedziałem gdzie i po co? Kochałem cię już wcześniej i nawet nie wiesz jak bardzo byłem zazdrosny o Kubę, nie mogłem na niego patrzeć. Kochanie, proszę cię. Agatka, kocham cię... - nogi się pode mną ugięły. Nigdy nikt mi nic takiego nie powiedział. Tak szczerze i dosadne, a jednocześnie uważając na każde słowo, byle mnie nie zranić. Przytuliłam się do niego najmocniej jak umiałam i chciałam, żeby ta chwila się nie kończyła. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Nadal bolały mnie te słowa, ale wiedziałam, że nie potrafię już dłużej tego ciągnąć. 
Nagle zakręciło mi się w głowie i lekko się zachwiałam, na szczęście Bartek mnie trzymał.
- Wszystko w porządku? Jakoś blado wyglądasz - mówił z przejęciem w głosie.
- Nie dobrze mi - powiedziałam i szybkim krokiem skierowałam się do pokoju, ściślej mówiąc do łazienki. Wygoniłam Bartka za drzwi, a sama zrobiłam co zrobić w danej chwili musiałam. Potem wzięłam jeszcze długi prysznic i w samy ręczniku wyszłam do pokoju. Byłam, pewna, że Bartek poszedł do siebie, bo w łazience siedziałam dobrą godzinę.
- I jak? - odezwał się głos w ciemności, a ja mało nie zeszłam za miejscu.
- Boże, Bartek chcesz, żeby zawału dostała? Co ty tutaj robisz?
- Czekam na ciebie, jak się czujesz?
- Już dobrze - powiedziałam i przytuliłam się do niego. Mój ręcznik osunął się lekko, a ja poczułam jak serce i oddech Kurka nagle przyśpieszają. 
- To może ja już pójdę - oderwał się ode mnie i poszedł w kierunku drzwi. Odwrócił się w moim kierunku, a ja widziałam jak dosłownie rozbiera mnie z tego ręcznika wzrokiem. Nie mogłam wytrzymać i prychnęłam ze śmiechu. Bartek lekko się zaczerwienił. 
- Dobranoc, kochanie - wyszeptałam lekko przygryzają płatek jego ucha.
- Agata, lubisz się tak znęcać nade mną, prawda? - mówił z wyraźnym wyrzutem.
- Ja? Nie śmiałabym - zaśmiałam się i niby specjalnie, niby nie lekko musnęłam go w usta. Kurek jednak przestał nad sobą panować  i namiętnie mnie pocałować przygniatając do ściany.
- Teraz już mogę iść - uśmiechnął się łobuzersko i tyle go widziałam.
___________________________________________________________________________


Czy tylko ja się topię na tym słońcu? ;___;

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 20


PASJA


CZ.20



Szczęśliwa ruszyłam do Spały. Uśmiech z mojej twarzy zniknął gdy tylko przekroczyłam próg ośrodka. Wiedziałam co mnie czeka. Była pora kolacji, więc wszyscy siedzieli na stołówce i jedli posiłek. Wzięłam głęboki oddech i weszłam. Skierowały się na mnie prawie wszystkie spojrzenia. Na Kurka nie patrzyłam, on jednak świdrował mnie wzrokiem. Czułam to. Spojrzałam natomiast z przerażaniem w oczach w stronę Lili i Kingi. One zaraz jak mnie zobaczyły poderwały się z miejsca i ruszyły w moją stronę. Razem z nimi poderwał się Kurek. Wszyscy troje po chwili się zatrzymali.
- Gdzie ona jest? - spytałam po chwili kompletnie ignorując Kurka. Nikt nie zdążył się odezwać, bo w drzwiach stanęła moja mama i...tata. Odwróciłam się i stanęłam przerażona. Usłyszałam za plecami tylko ciche słowo "przepraszam" Lili skierowane w moją stronę. Rodzice stali w drzwiach z moją walizką.
- Co to ma znaczyć? - odezwałam się.
- Koniec tego dobrego moja droga. Wracasz do domu! - od razu naskoczyła na mnie matka, ja jednak starałam się być opanowana.
- Nigdzie nie wracam. Co najwyżej wy!
- Nie tym tonem! Wracasz do domu czy tego chcesz czy nie! Pozwoliliśmy ci na grę tylko dlatego, ponieważ obiecałaś skończyć studia! - nadal krzyczała.
- Uspokój się, nie wszyscy muszą to słyszeć - powiedziałam i chciałam wyjść na korytarz.
- Mnie nie obchodzi co sobie pomyślą. Wracasz do Łodzi i na studia. I na pewno nie na tę chorą fotografię!  - mama wrzeszczała, a tata stał z tyłu. Póki co po cichu. Właściwie nikt nie odważył się przerwać mojej mamie. Siatkarze, siatkarki, wszyscy siedzieli i z otwartymi buziami wsłuchiwali się w nasz dialog.
- Nie możesz mi rozkazywać, nie jestem już dzieckiem. Będę studiować co mi się żywnie podoba!
- Właśnie, że mogę. Wracasz ze mną i idziesz na studia medyczne! 
- Nie. Nie po to tyle poświęciłam, żeby być taka jak wy! - widziałam, że uraziły ją moje słowa, ale musiałam to powiedzieć.
- Co ty moje dziecko poświęciłaś? Jedynie zmarnowałaś te lata w liceum i tak perfekcyjnie zdaną maturę. Przecież z takimi wynikami przyjęli by cię na każdą uczelnie - teraz buzie wszystkich na stołówce były w kształcie wielkiej  litery "O". Nikt w sumie nie wiedział o tej całej mojej maturze i moich planach...wróć, planach moich rodziców na MOJĄ, powtarzam MOJĄ przyszłość. Zaraz chyba poznają cały mój życiorys w przeciągu kilku minut.
- Mam tego dość! Nie będziesz mi rozkazywać i mówić co mam robić. Wracajcie do domu i zostawcie mnie w spokoju! - wybiegłam ze stołówki. Miałam dość jej chorego podejścia.

***

Przez chwile na stołówce panowała cisza, nikt nie odważył się nic powiedzieć. Pierwsze ocknęły się Lila i Kinga i zaraz wybiegły za Agatą. Bartek stał wryty w ziemie i uświadomił sobie jak wiele o niej nie wie. Ona wiedziała o nim wszystko, ponieważ jej opowiedział. On o niej nie wiedział prawie nic. Jednak postanowił to zmieć. Tylko nie wiadomo czy ona będzie chciała z nim rozmawiać. Poprzedniego dnia powiedział tyle nieprzyjemnych słów, że nie był pewien czy znów jej nie stracił...

***

Rodzice pojechali, a ja nie wychodziłam z pokoju aż do późnego wieczora. Postanowiłam się przewietrzyć, bo strasznie bolała mnie głowa. Mimo później pory wyszłam przed ośrodek i usiadłam na najbliższej ławce. Myślałam o wszystkim co do tej pory się wydarzyło. Z rozmyśleń wyrwał mnie mój telefon. Weronika chciała wiedzieć co i jak. Chcąc nie chcąc musiałam jej wszystko opowiedzieć, od kłótni z Bartkiem do teraz. Trochę popłakałam, a ona obiecała, że przyjedzie na nasz mecz w sobotę. 
Po skończonej rozmowie zrobiło mi się zimno, więc postanowiłam wracać. Jednak pojawił się mój "serdeczny przyjaciel". Bartman.
- O Agata, cześć - znów był dla mnie miły...to trochę podejrzane.
- Cześć - odpowiedziałam krótko i chciałam go wyminąć.
- Stało się coś? -popatrzyłam na niego jak na głupiego.
- Zgadnij - prychnęłam.
- No tak, wyjaśnisz mi o co w tym chodziło?
- Nie.
- A może jednak?
- A może nie?
- Czemu?
- Bo mi się nie chce z tobą gadać. Cześć - odpowiedziałam i już naprawdę chciałam wracać.
- Hej, hej, hej. Zaczekaj. Ja tu próbuję być miły, a ty jak zwykle uparta i złośliwa.
- Bo cię nie lubię, nie chcę mi się z tobą gadać. Daj mi spokój! - odepchnęłam go i poszłam do środka. Wiem, że był miły, a przynajmniej starał się, co przynosiło różne efekty, ale ja go po prostu nie trawiłam. 
- Dlaczego mnie nie lubisz?
- Dlaczego pytasz? Od kiedy zależy ci na mojej sympatii? - przystanęłam i popatrzyłam mu w oczy. Muszę przyznać, że niczego sobie. Zielone, takie jakie lubiłam najbardziej.
- Po prostu nie chcę z się z tobą kłócić.
- Ale czy my się kłócimy?
- Ale nie wiem dlaczego mnie nie lubisz...
- Bo nie mam powodów do tego, by cię lubić. O ile dobrze pamiętam jestem głupią dziewuchą, która nie wie co to jest piłka - powiedziała z ironią i weszłam do budynku. Poszedł za mną. Odwróciłam się na pięcie i spiorunowałam wzrokiem.
- Czego chcesz?!
- Przepraszam - osłupiałam - Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie, za to, że byłem taki niemiły. Nie znałem cię, nie miałem prawa cię oceniać - ja tylko stałam i patrzyłam na niego z otwartą buzią. Czegoś takiego po nim się nie spodziewałam.Nie wiedziałam czy to chwilowe, czy jest chory, czy może czegoś ode mnie chce. Tylko stałam i się patrzyłam.
- Zibi, dobrze się czujesz? Czy ty mnie właśnie przeprosiłeś? - nadal  byłam w szoku.
- Wiesz co? Ty to nie umiesz docenić, nadal jesteś chamska. Cofam przeprosiny - no tak. Bajka nie mogła trwać wiecznie... - Ale czy ja również się nie przesłyszałem? Czy ty powiedziałaś do mnie Zibi? A nie durniu, sterydzie, małpoludzie, głupolu, bezmózgi siatkarzyku, beztalencie, potworze... - zaczął wymieniać, aż zabrakło mu palców. No tak, przez ten tydzień zdążyło się nazbierać dość sporo określeń na jego temat w moim słowniku. Kilka dni temu Igła nawet zaczął je zapisywać. Ale teraz zaczęłam się śmiać z Bartmana, który tak gadał już kilka minut.
- No i czemu się tak śmiejesz, co? - zapytał śmiertelnie poważnie.
- Igła pożyczył ci notatki, czy sam gdzieś to zapisujesz? - mówiłam przez śmiech. 
- Hahaha, nieśmieszne - udało nam się w miarę normalnie pogadać, aż byłam w szoku. Podobno ludzie się zmieniają. Czyżby Zibi to takich należał?
_____________________________________________

Znalazłam stare opowiadanie, które postanowiłam dokończyć. Nie jestem pewna czy je publikować, ponieważ jest trochę mało... siatkarskie. Oczywiście jeden z siatkarzy jest jednym z głównych bohaterów, ale ogólnie akcja dzieję się poza boiskiem, a przedstawione są głównie losy dziewczyny... i to póki co w ponad 35 rozdziałach, bo muszę jeszcze dokończyć. I to na serio jeden jedyny siatkarz, nie ma mowy o innych! Póki co... może coś wymyślę, ale i tak jeśli coś to inni wystąpią jako postacie epizodyczne. Mam dylemat...

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 19



PASJA


CZ.19



Po wieczornym treningu wpadłam do pokoju wyczerpana. Ten dzień był straszny. Nie licząc miłej pobudki, to poczynając od śniadania, a kończąc na tym co będzie zaraz - koszmar. Trener dał mi taki wycisk, chyba chciał się odrobić za jutrzejszy dzień. Musiałam się zapakować, a zaraz potem wyjechać. Nie chciałam jechać po nocy, ale nie miałam innego wyjścia, ponieważ egzamin miałam o 9. Poinformowałam o moim wyjeździe tylko Kingę i Lile, żeby się nie martwiły. 

Siedziałam sama w pokoju, bo dziewczyny poszły do chłopaków. Kończyłam pakowanie, aż usłyszałam pukanie do drzwi. 
- Proszę!
Zaraz za drzwiami pojawił się Bartek, który na widok torby miał lekko zszokowaną minę.
- Co robisz?
- Pakuję się. Wyjeżdżam... - nie dokończyłam.
- Jak to wyjeżdżasz? Gdzie?
- Do Łodzi, muszę załatwić jedną ważną sprawę, ale wieczorem będę z powrotem - mówiłam spokojnie.
- Jaką ważną sprawę? - dopytywał się - Przecież macie mecz w sobotę.
- Wiem, ale jutro na kolacje już wracam.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie. Jaką ważną sprawę?
- Jadę na uczelnie, na egzamin.
- Jaki egzamin? - czułam się jak na przesłuchaniu, ile jeszcze tych pytań?
- Na studiach. Piszę poprawkę.
- Nic mi o tym nie mówiłaś, dlaczego?
- Teraz już wiesz - ucięłam i chciałam go minąć.
- Ja chyba mam prawo wiedzieć takie rzeczy, nie uważasz? - był zdenerwowany.
- A to z jakiej racji ja mam ci się spowiadać z każdej rzeczy? - teraz to ja krzyczałam, nie miałam ochoty mu się tłumaczyć.
- No chyba jak jesteśmy razem to mam prawo wiedzieć co się z tobą dzieje - tym razem on krzyczał.
- Tak? A od kiedy to my jesteśmy razem? Ustalaliśmy coś takiego, bo mi się nie przypomina? - przez tę całą sytuację z egzaminami byłam cały czas zdenerwowana, a Kurek zaczął wkurzać mnie jeszcze bardziej.
- To znaczy, że co? Że to co zaszło między nami nic dla ciebie nie znaczyło? To, co do ciebie czuję, też nic dla ciebie nie znaczy? - krzyczał.
- Nic takiego nie powiedziałam - próbowałam się jakoś wytłumaczyć, chociaż z drugiej strony nie miałam z czego. W końcu nie byliśmy razem - Przepraszam, ale muszę już iść - wyminęłam go i zaczęłam iść w kierunku drzwi.
- A może ty wcale nie jedziesz na uczelnie, tylko do tego swojego Kubusia? - zamurowało mnie. Skąd mu to przyszło do głowy?
- Słucham?! O co ty mnie oskarżasz?
- Myślisz, że nie widziałem jak tu był, jak się do niego przytulałaś i obściskiwałaś?
- Nie obściskiwałam się z nim, poza tym ty go nie znasz, nic ci do tego!
- Właśnie, ciebie też nie znam! Nic mi o sobie nie powiedziałaś, tylko od razu wskoczyłaś do łóżka! - serce na moment mi stanęło. Co on powiedział?! Czy to ja się za nim uganiałam kilka tygodni, obiecywałam złote góry? To on pierwszy powiedział, że mnie kocha. No właśnie...
- Wypchaj się tą swoją miłością! Gówno znaczy, to tylko puste słowa! - z łzami w oczach wybiegłam z ośrodka i wsiadłam do samochodu. Z piskiem opon odjechałam w kierunku Łodzi.

Dojechałam do swojego mieszkania około 23. W drodze cały czas płakałam, a mój telefon się urywał, a ja odrzucałam, nawet nie patrząc kto dzwoni. Dlaczego on coś takiego powiedział? Dlaczego my się kłóciliśmy o taką sprawę? Oskarżałam o to również siebie, mogłam mu powiedzieć. Ale przecież to nie znaczy, że od razu musiał na mnie naskakiwać. Teraz jego miłość nic nie znaczyła. Przekonałam się, że mnie tylko wykorzystał. Że niby ja mu wskoczyłam do łóżka? Te słowa zabolały mnie najbardziej.

Rano wstałam o 6. Mój telefon po raz kolejny dawał o sobie znać. 57 nieodebranych połączeń!!! Od mamy, Kurka, Weroniki, Lili, Kingi, a nawet Kubiaka! Postanowiłam najpierw odwonić do Weroniki.
- No nareszcie! Gdzie ty jesteś? - mówiła bardzo zdenerwowana.
- W Łodzi, zaraz jadę na uczelnie - odpowiedziałam spokojnie.
- Boże, nawet nie wiesz jak się martwiłam. Lila dzwoniła, Kinga dzwoniła, nawet Kurek dzwonił. Wszyscy się o ciebie martwili - wszystko fajnie, ale czemu? I w dodatku Kurek? Czy ja go coś jeszcze obchodzę?
- Ale dlaczego?
- Wczoraj wieczorem podobno wybiegłaś roztrzęsiona ze Spały. Kłóciłaś się z nim?
- Tak. Nie ważne. Co mówili?
- No Kurek przeklinał się, ciągle się obwiniał, że nagadał jakiś głupot, że jest idiotą, że coś tam nie wiem już nawet...Lila i Kinga też się martwiły, bo nikt nie mógł się do ciebie dodzwonić! 
- Jak się dzwoni w środku nocy to się nie dziwcie...
- A no i jeszcze twoja mama dzwoniła... - przerwała i czekała na moją reakcję.
- Że co?!
- No tak, chciała się dowiedzieć o co chodzi.
- Chyba jej nie powiedziałaś o moim egzaminie, prawda? Prawda?!!
- Nie, no co ty. Ale ona powiedziała, że jak się niczego nie może dowiedzieć to wsiada w samochód i przyjeżdża do ciebie do Spały... - zrobiło mi się słabo.
- Ale, jak to do Spały? Kiedy?!
- O tym chciałam cię poinformować, ale nie odbierałaś. Dzisiaj powinna pojechać... Agata, a może... - nie dokończyła, bo się rozłączyłam. Szybko wybrałam numer mojej rodzicielki. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać, bo odebrała po jednym sygnale.
- Agata, jeśli sobie myślisz, że pozwolę się tak traktować to się grubo mylisz! - wrzeszczała na mnie - Zaraz wyjeżdżam i do ciebie jadę. Jeśli nie chcesz mi powiedzieć co się dzieje to muszę sama zobaczyć - ja siedziałam oszołomiona na łóżku i wsłuchiwałam w słowa matki. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, ponieważ się rozłączyła. Zaraz zadzwoniłam do Lili i wszystko jej powiedziałam, uprzednio tłumacząc się z wczorajszej awantury. Powiedziała tylko, że jak Bartka zobaczy to mu nogi z dupy powyrywa. Szczerze, to nie próbowałam jej powstrzymywać, ale zaraz potem zgodziła się mi pomóc i jakoś zatrzymać moją matkę do mojego przyjazdu.

Na uczelni było strasznie dużo osób. Chyba nie tylko ja zaszłam za skórę naszemu kochanemu profesorowi. Po godzinie czekania, która dłużyła mi się niemiłosiernie nareszcie przyszła pora na mnie. Gdy weszła do sali poczułam wielką ulgę, ponieważ w komisji nie było mojego "ukochanego" profesora. Jednak zdawałam sobie sprawę, że on się może postarać o to by nie musiał mnie oglądać w przyszłym roku na uczelni. Dlatego też zachowywałam pełny profesjonalizm co spodobało się panią w komisji. Tak, były tam tylko kobiety. Wyszłam z sali w nieco lepszym humorze, wyniki miały pojawić się za jakieś trzy godziny. Było po 11, więc postanowiłam jakoś zapełnić sobie ten czas, ale najpierw jednak musiałam wykonać kontrolny telefon do Spały. Odebrała Kinga, która mówiła, że wszystko pod kontrolą, ponieważ moja mama jeszcze nie dojechała. Obiecała, że jak coś się zmieni natychmiast mnie poinformować.
- Z kim rozmawiasz? - w tle usłyszałam głos Kurka, natychmiast się rozłączyłam. 
Potem jeszcze owy pan próbował się ze mną skontaktować jednak mu to uniemożliwiłam. Siedziałam w miejscowej kawiarni i czekałam upragnionej godziny 14, kiedy to miały się pojawić wyniki. Nie miałam za dużo czasu, bo musiałam jak najszybciej wracać do Spały.
- Agata? - usłyszałam głos za plecami. Odwróciłam się, a tam ujrzałam moją koleżankę z roku.
- O, cześć Ania, co za spotkanie - powiedziałam radośnie i ją przytuliłam.
- Co ty tu robisz? Nie powinnaś być teraz w Spale? 
- A skąd ty o tym wiesz? - skąd mogła o ty wiedzieć? Skąd mogła wiedzieć, że ja w ogóle trenuję siatkówkę,  przecież przynajmniej jej nigdy o tym nie wspominałam.
- No jak to? Cały internet huczy o nowych twarzach w reprezentacji. Jak mogłaś mi nie powiedzieć, że w ogóle grasz? - mówiła z lekkim wyrzutem.
- Nie wiedziałem, że to może kogokolwiek obchodzić.
- No jak to nie? Ja jestem wielką fanką Skry i ogólnie siatkówki. Ale nie interesowałam się za bardzo siatkówką żeńską, więc nie wiedziałam, że grasz - zdziwiło mnie to trochę  - A no i gratulacje - powiedziała, przytuliła mnie i wybiegła pod pretekstem jakiejś tam sprawy.

Jest 14! Nareszcie. Jak na złamanie karku podbiegłam  do tablicy ogłoszeń. Na chwile zamarłam, ale zaraz potem się otrząsnęłam. ZDAŁAM! Chętnie teraz zaczęłabym skakać i piszczeć ze szczęścia, ale jednak rozum wziął górę i postanowiłam się opanować. 
___________________________________________________

Hej :)

Przepraszam, że nie czytam wszystkich Waszych blogów, ale mam w zakładce ich tyle, że trudno ogarnąć. I w dodatku każda z Blogerek zostawiam linki w komentarzach, a ja się gubię. Jeśli chcecie zareklamować bloga, proszę zostawiać linki z zakładce "Spam". Nie obiecuję, że wszystkie blogi przeczytam czy skomentuję, ale postaram się. A jeśli nie ja, to moja koleżanka, która pisze razem ze mną na drugim blogu. Pozdrawiam :)

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 18


PASJA 


CZ.18



Obudziłam się nad ranem w swoim łóżku. Przeżyłam lekki szok kiedy obok mnie zastałam Kurka. Przypomniałam sobie co się wczoraj wydarzyło. Nie mogłam w to uwierzyć, to było... niesamowite. Leżałam i patrzyłam jak obok leży młody Bóg. W dodatku mój. Nie mogłam się powstrzymać i musnęłam jego usta swoimi. Zaraz potem wyczułam jego dłoń na plecach i to jak się uśmiecha.
- Dzień dobry - odpowiedział zaspanym głosem.
- Mało ci? - zaśmiałam się kiedy poczułam jego dłoń na pośladkach.
- Mmh - wymruczał po czym namiętnie mnie pocałował. 
Nagle jednak pobladł.
- Agata! Nie zabezpieczyliśmy się. - był przerażony, a ja skwitowałam to śmiechem. 
- Spokojnie, nie martw się o to. Ja się zabezpieczyłam - ciągle śmiałam się z jego miny. Zrozumiał o co mi chodzi, więc zakończył temat. Jednak teraz ja uświadomiłam sobie jeden dość istotny fakt.
- Boże! Gdzie są dziewczyny? Przecież... - teraz to ja miałam głupią minę, ale nie było mi do śmiechu. Przecież pokój dzieliłam z Lilka i Kingą, więc gdzie one są i co gorsza czy były tu w nocy? Kurek po przeanalizowaniu moich słów, uśmiechnął się tylko.
- Czyli wszyscy już wiedzą - uśmiechnął się patrząc na szafkę nocną, na której stała taca ze śniadaniem i karteczką.

Tak słodko razem wyglądaliście, że raczyliśmy Wam przeszkadzać :*
PS. Długo kazaliście czekać...

Ta karteczka mnie nie uspokoiła, a wręcz przeciwnie, ponieważ nie wiem w którym momencie one weszły i co widziały.
- To jakaś katastrofa! - powiedziała i spojrzałam na szczerzącego się Kurka - A ty czego się tak szczerzysz jak głupi do sera?
- Bo nie mogę uwierzyć w to co się stało - odpowiedział przybliżając się do mnie - A zwłaszcza w to, że jesteś tu ze mną, że mnie wysłuchałaś, nie odtrąciłaś i nie uciekłaś. Że nie uciekłaś znów przed swoimi uczuciami - mówił, a to mnie to powoli docierało.
- Kocham cię Bartek - powiedziałam to po raz kolejny, ale nie sprawiło mi to już takiej trudności jak wcześniej. On tylko popatrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, w których dostrzegłam iskierki szczęścia i miłości. Nigdy nie wierzyłam, że można się tak szybko w kimś zakochać. A tu ot to stało sie właśnie mnie. 
- Mam do ciebie pytanie, ale proszę odpowiedz mi szczerze - pokiwał głową na zgodę - Co jest między tobą a Moniką? - jego wyraz twarzy z uśmiechu zmienił sie na grymas.
- Agata, ale o co ci chodzi? - był wyraźnie lekko zirytowany moim pytaniem.
- O to, że chcę wiedzieć, co jest między wami?
- Nic - starał się mnie zbyć.
- To dlaczego ją całowałeś?! - starałam się mówić spokojnie, ale irytowało mnie jego zachowanie. Czemu nie mógł mi odpowiedzieć, tylko omijał ten temat jakby go parzył?
- To był chwilowy impuls, nic więcej.
- Aha - odpowiedziałam, wstałam i poszłam do łazienki. Zaraz potem wszedł do niej Kurek.
- Dlaczego tak cię to męczy? Nie ufasz mi?
- Ufam, chcę po prostu wiedzieć na czym stoję. Czy to naprawdę takie dziwne? - miałam już dość tej rozmowy.
- Agata, proszę cię. Nie kłóćmy się o taką głupotę - powiedział obejmując mnie w pasie i próbując dostać się ustami do mojej szyi.
- Ale czy ja się kłócę? Tylko zapytałam...
- Dobrze, ale temat już jest skończony. Poróbmy coś innego - mówiąc to składał pocałunki na mojej szyi, a rękoma błądził po plecach.
- O nie! Wynocha Kurek! - wygoniłam go z łazienki zamykając za sobą drzwi.
- Wredna jesteś, wiesz? - mówił zwiedzonym głosem.
- Jakoś to przeżyję!

Gdy byliśmy już gotowi zeszliśmy razem na śniadanie, gdzie na nasz widok większość zaczęła chichotać. Lila i Kinga siedziały przy oddzielnym stoliku i posyłały znaczące spojrzenia. Zaraz się do nich dosiadłam, by zostać zasypana lawiną pytań.
- A tak właściwie to skąd wy o tym wiecie?
- Jak to, przecież mieszkamy w tym samym pokoju - zaśmiały się do siebie - Przyszłyśmy w nocy, bo Igła robił w swoim pokoju małą imprezę. No i zastał nas dość ciekawy widok - obie zaczęły się chichrać, a ja zrobiłam się czerwona jak burak.
- Ej, ale spokojnie. Nic nie widziałyśmy. Byliście wyjątkowo grzeczni, słodko sobie spaliście wtuleni w siebie - Kinga zaczęła się rozczulać - Nie chciałyśmy przeszkadzać, więc poszłyśmy do chłopaków, którzy koniecznie chcieli to zobaczyć - powiedziała, ale widząc moją minę szybko dodała - Ale szybko ich powstrzymałyśmy. 
Odetchnęłam z ulgą. Zerknęłam w stronę Moniki, która patrzyła w talerz pustym wzrokiem, a gdy zorientowała się, że na nią patrzę posłała mi zawiedzione spojrzenie. 

Chłopaki przy stoliku nie dawali Kurkowi spokoju, on tylko posłał mi błagające o pomoc spojrzenie, a ja jedynie zaśmiałam się w duchu. Mój telefon znów się rozdzwonił, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mamy. No cóż...
- Słucham?
- Cześć kochanie, jak tam u ciebie? - spytała zadowolona.
- Dobrze, a u ciebie? - szczerze, może niewłaściwie to zabrzmi, ale mało mnie to obchodziło, bo chciałam jak najszybciej skończyć tą rozmowę, by uniknąć niepożądanego tematu. Jadnak wiecie już co nieco o moim szczęściu...
- W porządku. Jak tam egzaminy? - no oczywiście, nie udało się tego uniknąć. Przecież jak rodzice się dowiedzą, że oblałam i w dodatku nie mam jak napisać poprawki to mnie chyba zabiją. Albo gorzej. Przyjadą tu po mnie, każą wszystko rzucić, tak są to tego zdolni!
- Nie wiem, jeszcze nie odebrałam wyników - kłamałam. Byłam coraz bardziej zdenerwowana.
- Jak to nie odebrałaś wyników? Przecież już dawno powinnaś je znać.
- Ale nie znam, przepraszam, ale nie mogę rozmawiać - nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się choć wiedziałam, że będą później z tego problemy. Szybko zadzwoniłam do Weroniki.
- Aga? Dobrze, że dzwonisz, bo... - zaczęła, ale jej przerwałam.
- Weronika, musisz mi pomóc! Ja muszę zdać te egzaminy, a rodzice już się niecierpliwią.
- No właśnie, bo ja mam informacje. Poprawka nie będzie w sobotę, tylko jutro. Przełożyli terminy - w miarę jak mówiła robiło mi się słabo. 
- Ale jak to jutro?! Przecież... jak ja mam tam do jutra dojechać? - byłam zrozpaczona.
- Agata, spokojnie. Coś się wymyśli. Nie możesz pogadać z trenerem? Przyjechać na jeden dzień... Agata ty musisz przyjechać, inaczej... - urwała.
- Wiem, wiem... - starałam się na spokojny ton - Ale za to nie wiem jak to zrobić. Zadzwonię później - rozłączyłam się. 
Jednak po chwili mój telefon znów się rozdzwonił. Mama. Nie zamierzałam się z nią teraz przy wszystkich kłócić. Jednak po 8 telefonach z jej strony postanowiłam wyłączyć telefon. W końcu mówiłam, że nie mogę rozmawiać, ale i tak wiedziałam, że czeka mnie awantura. Spojrzałam w stronę Kurka, który patrzył ma mnie pytającym spojrzeniem. Musiałam z nim o tym pogadać. Ale najpierw musiałam pogadać o tym z trenerem. 
Tak więc bez słowa wyszłam ze stołówki i ruszyłam w stronę hali gdzie zaraz miał zacząć się nasz trening. Trener już tam był.
- Dzień dobry trenerze - siliłam się na niezwykle miły ton.
- Dzień dobry, ty nie na śniadaniu? - spytał zdziwiony.
- Mogłabym spytać trenera o to samo.
- No tak - przerwał - Co cię do mnie sprowadza?
- Trening - zaśmiałam się - Ale tak naprawdę do mam sprawę - powiedziałam już całkiem poważnie.
- Słucham zatem - powiedział życzliwie.
- Trenerze - wzięłam głęboki oddech - Ja muszę wyjechać na chociaż jeden dzień - mówiłam oczekując jego reakcji.
- Słucham? Jak chcesz wyjechać? Przecież w sobotę mamy mecz! - mówił zdecydowanym tonem, a ja dopiero w tym monecie przypomniałam sobie o meczu. Przechlapane...
- Wiem trenerze, ale ja muszę. Nie będzie mnie tylko na dwóch treningach jutro. Proszę, ja muszę wyjechać - mówiłam nieco głośniej. Gdy spojrzałam na drzwi ujrzałam w nich zdezorientowaną minę Kurka. Jednak na ten moment zignorowałam go - Proszę!
- Agata, wiesz, że to niemożliwe - mówił i chyba chciał zakończyć temat, ale mu na to nie pozwoliłam.
- Trenerze, ale ja muszę jechać. To sprawa życia i śmierci - tym razem nie kłamałam. Jak rodzice się dowiedzą to nie wiem co ze mną zrobią. Albo każą zrezygnować z siatkówki i wziąć się za naukę, a wtedy to się chyba sama zabiję. Musiałam zrobić wszystko by tylko zdać ten cholerny egzamin.
- Mógłbym chociaż wiedzieć o co chodzi? - powoli ulegał.
- Mam ważny egzamin na studiach. A tak właściwie poprawkę, bo pierwszy zawaliłam, nie chcę zwalać winy, ale przez siatkówkę.
- To ty studiujesz? A mógłbym wiedzieć co? - był wyraźnie zdziwiony.
- Fotografię. 
- Zawaliłaś egzaminy z fotografii? - był lekko rozbawiony - Rozumiem jakby to była medycyna - on się ze mnie naśmiewał czy co?
- Przepraszam bardzo, ale nieco bardzie skomplikowana sprawa. Powiedzmy, że nie ma dobrych relacji z niektórymi osobami - na myśl o tym przeklętym profesorze, aż mnie ciarki przeszły - No to zgodzi się trener, tylko jeden dzień. Jutro wieczorem już będę z powrotem. Proszę! - już go niemal błagałam. 
- No dobrze, ale jutro po kolacji widzę cię w Spale - rzuciłam mu się na szyje, co wywołało zdziwienie u niego, a także u siatkarzy i siatkarek gromadzących się na hali.

______________________________________________

Następny rozdział za kilka dni, bo jadę do babci, ale w piątek już powinien się pojawić :)